Łuk
Od wielu lat grupa posłów i senatorów chce intronizować Chrystusa na króla Polski.

Zainteresowanego o zdanie nie pytają. Byłoby to zresztą dosyć trudne, skoro nie znają numeru telefonu. Mniejsza o to. Ważniejsze, iż taka nominacja niosłaby ze sobą niebagatelne powikłania konstytucyjno-ustrojowe. Maryja, dotąd niekwestionowana królowa naszego państwa, musiałaby się zadowolić czysto honorową pozycją królowej matki, stanowiskiem bez jakiegokolwiek realnego wpływu na losy poddanych, czyli na siedzenie pod żyrandolami – jak mówiono o Bronisławie Komorowskim. Przyznać jednak trzeba, że miałoby to odsunięcie Maryi w cień swoje istotne racje geopolityczne.

Królową Polski została z poręczenia Jana Kazimierza w 1656 r. Przedtem była już królową Bawarii (1628 r.), Francji (1638 r.), Portugalii (1646 r.) i Austrii (1647 r.). Owszem, sprawiając cud nad Wisłą, zapewniła nam zwycięstwo nad bolszewikami w 1920 r., ale przedtem, ze względu na Austrię, nie sprzeciwiła się rozbiorom.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj