Z frontu walki z Frontem
W pierwszej turze wyborów regionalnych we Francji wielki sukces odniósł Front Narodowy pod przywództwem Marine Le Pen.

Spowodowało to istną panikę w królującym nam establishmencie. Wezwano do zawarcia unii republikańskiej przeciw nuworyszom. Miało to dosyć specyficzny, choć możliwy do przewidzenia, skutek. Oto lewica wycofała swoje listy i wezwała do głosowania na umiarkowaną prawicę w trzech regionach, w których zwycięstwo FN było wysoce prawdopodobne. Oznacza to, że w radach tych regionów nie będzie miała żadnego przedstawiciela. A chodziło o nie byle jakie tereny, bo o Alzację, Lotaryngię z Szampanią, Prowansję z Lazurowym Wybrzeżem i tradycyjnie lewicową Północ z Pikardią. Prawica prezent z uciechą przyjęła, nie odwzajemniając się niczym. Problem w tym, że owa „umiarkowana” prawica wcale nie zawsze jest taka łagodna i niekiedy niewiele ją dzieli od pojednawczego skrzydła FN.

W tym miejscu z żalem przyznać muszę, że korespondenci naszych mediów z Paryża nie starają się wniknąć w tutejszą socjologię, etnologię czy choćby jarmarczny gwar.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj