Och, Piotrze
Kiedy dzwoniłem do Piotra Adamczewskiego z noworocznymi życzeniami, pytałem zawsze, choć z góry znałem odpowiedź – a co robisz o północy?

Na to Piotr, który z góry znał pytanie, relacjonował, co na stół dla siebie i żony przygotował. Zaczynała się radosna opowieść o smakach, ich niuansach, rozkoszach podniebienia, na ten nowy rok. Yuri Slezkine dzieli ludzi na merkurianów i apollińczyków. Ci pierwsi, w ogromnym uproszczeniu, to spadkobiercy Merkurego, boga kupców, rzemieślników, wszelkiego rodzaju wytwórców. Ci drudzy, od Apolla, to ideolodzy, intelektualiści, rozpatrujący z daleka sens rzeczy. W kwestiach kulinarnych był Piotr jednym i drugim. Jako merkurianin umiał znakomitości upichcić, jako apollińczyk rozmarzać się nad podanych potraw skomplikowaną historią, nad każdym najsubtelniejszym nawet z ich ingredientów, który bez komentarza uszedłby może naszej gruboskórnej uwagi. Był w tym niedoścignionym mistrzem.

Przez dziesięciolecie bodaj wysyłałem Piotrowi, na jego kategoryczną prośbę, musztardę z Dijon. On odwzajemniał mi się sarepską, w której gustuję od dzieciństwa.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj