Chińskie kino siódmej generacji
Kino siódmej generacji
Na najważniejszym azjatyckim festiwalu największą sensację budziły tytuły z Chin, gdzie kino rozwija się w szokującym tempie.

W przeciwieństwie do Europy, gdzie przy każdej okazji wypomina się chińskim władzom łamanie praw człowieka i cenzurowanie wolnego słowa, w Korei o tych sprawach przezornie nie rozmawiano. W kraju, który dopiero niedawno sam otrząsnął się z kultury wojskowej, ma problemy z utrzymaniem demokracji i wie, co to znaczy cena przetrwania, takie sprawy niekoniecznie budzą kontrowersje. Dlatego, zamiast krytyki, padało sporo ciepłych słów pod adresem sterników socjalistycznej gospodarki rynkowej, naśladujących koreańską drogę do kultu pieniądza i hedonizmu.

W niepewnych czasach globalnego kryzysu, szczęśliwie omijającego ten zakątek świata, Chińczycy potrafili zadbać o imponujący rozwój przemysłu filmowego, do niedawna nastawionego głównie na produkcję kostiumowych widowisk oraz propagandowych agitek. W ubiegłym roku w Kraju Środka nakręcono zawrotną liczbę ponad 400 tytułów (bez Tajwanu i Hongkongu), co daje trzecie miejsce w skali światowej, zaraz za Hollywood i Bollywood. Mimo plagi piractwa zyski z dystrybucji przekroczyły w Chinach kilkaset milionów dolarów – aż o 25 proc. więcej, niż wynosi historyczny rekord odnotowany na tamtym rynku. Szybkość i skalę modernizacyjnych przemian jeszcze lepiej ilustruje postęp w infrastrukturze. Przed igrzyskami olimpijskimi poza Pekinem tylko w niewielu miastach działały multipleksy.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną