Niebo nad Berlinem – ale gdzie to jest?
Miasta są przestrzeniami opowieści. W Berlinie opowiedziano jedną z najbardziej dramatycznych historii powojennej Europy, historię muru wzniesionego szesnaście lat po zakończeniu II wojny światowej.
urbanartcore.eu/Flickr CC by SA

"Moje ciało murem podzielone
dziesięć palców na lewą stronę
drugie dziesięć na prawą stronę
głowy równa część na każdą stronę
moja ulica murem podzielona
świeci neonami prawa strona
lewa strona cała wygaszona
zza zasłony obserwuję obie strony”.

Kazik Staszewski

Był budowlą absurdalną i odrażającą, pozwalał berlińczykom orientować się, nie tyle w przestrzeni, co w nonsensie, wkradł się do ich psychiki. Karl Schlögel w tomie esejów "W przestrzeni czas czytamy…" pisał o murze berlińskim jako symbolu i realizacji doskonałej granicy między światem reklam a światem białych płaszczyzn. Frederick Taylor w książce "The Berlin Wall. A World Divided 1961-1989" zauważał, że dla większości Niemców wzniesienie muru było druzgocącym ciosem: „nie tylko aktem brutalności, lecz także dowodem na to, że zjednoczenie ich kraju pozostaje dalekim, niemożliwym do spełnienia snem”. We fragmencie powieści Moniki Maron "Geburtsort Berlin" przeczytamy: „Berlin jest [...] pokojem, dużym na poły ciemnym pokojem, przez który przechodzą zapachy i dźwięki”. Wolf Jobst Siedler, urodzony w Berlinie publicysta i wydawca, pytał w 1987 roku: „Berlin, ale gdzie on jest? Wędruje się przez miasto, na próżno wypatruje się wielu domów i ludzi. Miasta żyją bardziej swoimi mitami niż rzeczywistością”. Witold Gombrowicz w "Dzienniku" porównywał to miasto do Laby Macbeth, która umywa ręce. Tymczasem dziś można czytać Berlin jako miasto pamięci – wspomnijmy tylko usytuowaną w nim rzeźbę Käthe Kollwitz Mutter mit totem Sohn lub Pomnik Zamordowanych Żydów Europy.

W dwie dekady po zburzeniu muru radość berlińczyków jest większa niż dziesięć lat temu. Berlin – dynamiczna metropolia z prawdziwego zdarzenia – jawi się mniej rozdarty, zaciera się granica mentalna między Wessis (tymi z zachodu) i Ossis (tymi ze wschodu). Nie wygląda już Berlin – by użyć słów Henryka Bereski – niczym dwa potoki oddzielone groblą; zrosło się to, co do siebie należało (jak mówił Willy Brandt).

W ostatnim dwudziestoleciu stolica Niemiec stała się dla wielu Europejczyków swoistym stanem umysłu, miastem tryskającym pomysłami artystycznymi i naukowymi. Oczywistym jest, iż na rozwój miast wpływa ich geograficzne usytuowanie oraz historia. Trudno zatem w odniesieniu do środkowej części Starego Kontynentu przyjąć perspektywę czysto estetyczną, wszak poruszamy się w przestrzeni konfliktu, w przestrzeni, która sama z siebie czyni dokument. Melancholia, nostalgia, rozpamiętywanie przeszłości i wewnętrzne poszukiwanie stały się tutaj specjalną wartością.

„Berlinie, teraz się ciesz!” – tymi słowami burmistrz miasta, Walter Momper, polityk związany z SPD, zwrócił się do Berlińczyków 9 listopada 1989. Dziś nie tylko w Tiergarten będzie tak, jak w "Dziwnym mieście" Roberta Walsera: „Ach, jaki piękny jest teraz Berlin i berliński Tiergarten. Roi się od ludzi. Ludzie są mocnymi, ruchomymi plamami w delikatnym, zagubionym blasku słońca”.

Berlin, du schöne, schöne Stadt...

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj