Chopiniści, czyli kto tak pięknie gra
Czeka nas prawdziwa uczta – w 2010 r. do Polski przyjedzie większość pianistów, dla których Chopin coś znaczy.

Czy w obrazie samego Chopina, a zwłaszcza jego muzyki, dokonały się w ostatnich czasach jakieś zmiany? Z pewnością. Na ile są one głębokie, dowiemy się być może podczas Konkursu Chopinowskiego w 2010 r. Jego zasady zostały zmienione, a jury odświeżone i wzmocnione o tak wybitne postaci jak Martha Argerich (powrót po latach), Nelson Freire, Fou Ts’ong, Bella Davidovich czy Philippe Entremont. Okaże się, czy enigmatyczny tradycyjny wizerunek Chopina, którego zwykle jury broniło, odrzucając co bardziej wyraziste indywidualności, jest jeszcze żywy, czy dopuszczony zostanie jakiś jego lifting. A jeśli tak, to jaki.

Jedno jest pewne. Już od dłuższego czasu zanikają tzw. narodowe szkoły grania Chopina. Dziś ceniona jest nawet nie tyle indywidualność, co medialność. Trzeba się odróżniać, być widocznym, no i umieć się sprzedać.

W 1980 r. jury odrzuciło Ivo Pogorelicia m.in. dlatego, że jego mazurki nie przypominały mazurków. Ale z czasem okazało się, że wygranym jest właśnie Pogorelić, który zrobił o wiele większą karierę niż zwycięzca ówczesnego konkursu, subtelny i skromny Wietnamczyk Dang Thai Son. Dziś publiczność światowa szaleje za grającym efekciarsko, acz niepozbawionym wdzięku, zdecydowanie medialnym Lang Langiem. Jak skrajnie inna to osobowość od Fou Ts’onga, pierwszego nagrodzonego na Konkursie Chopinowskim Chińczyka, który dzięki intuicji tak doskonale rozumiał polskość Chopina, że aż otrzymał nagrodę za najlepsze wykonanie mazurków.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną