Renesans kin w starym stylu
Cinema Paradiso
W kinie Warszawa jest teraz fitness. W kinie Wanda - supermarket. W miejscu Uciechy najpierw zrobili dyskotekę, potem szkołę wyższą, od roku jest tutaj znów kino.
SAGAPHOTO/BEW

W filmie „Cinema Paradiso” Giuseppe Tornatore, bohater, znany reżyser, wraca myślami do rodzinnego miasteczka. Ospałe życie sycylijskiej prowincji organizuje się wokół największej atrakcji – parafialnego kina, które przenosi ludzi w światy, o których dotąd nie śnili. Przychodzą  zabawić się, doznać wzruszeń. Nie mają czołobitnego stosunku do sztuki: w zatłoczonym kinie są wszyscy - nawiązują romanse, konsumują je, ludzie rodzą się tutaj i umierają.

Ksiądz skrupulatnie cenzuruje gorszące sceny, ale w jednym z bocznych pomieszczeń urzęduje prostytutka. Kino nie jest uważane za sztukę, co najwyżej za jej młodszą, brzydszą siostrę. Przede wszystkim jednak film pokazuje narodziny miłości do taśmy celuloidowej, która rozpaliła serce wielkiego reżysera, a wówczas chłopca. To także ukłon w stronę inspirującego świata, który - zdawałoby się - odchodzi w mrok dziejów.

Dziesięć lat temu, na skutek „inwazji” multipleksów, zamykano w Krakowie – tak, jak i w innych polskich miastach - placówkę za placówką. Ostatnio niektóre odradzają się. Powstają też nowe miejsca.

Widzowie tęsknili za klimatycznymi projekcjami i ambitnym repertuarem. Ale też kina tradycyjne odświeżyły formułę, wychodząc naprzeciw aktualnym oczekiwaniom kinomanów.



Nowe-stare kino

W zeszłym roku statystyczny Polak ograniczył swoją obecność w kinie do jednej wizyty (co i tak jest najlepszym wynikiem od kilku lat). 87 proc. poszło do multipleksu. 13 proc. wybrało kina tradycyjne. Choć nie mamy do czynienia z lawinowym powrotem do klasycznych form odbioru filmu, tradycyjne kina wciąż funkcjonują w niemal każdym polskim mieście. Mają wierną widownię, która lubi je odwiedzać.

Ale czy faktycznie, oprócz nostalgicznych wspomnień, mają nam do zaoferowania coś szczególnego w dobie komfortowych multipleksów i kin domowych, które z kolei umożliwiają obejrzenie najbardziej niszowych produkcji?

Obecnie kina tradycyjne nie organizują już życia lokalnych społeczności. Ale są miejscem regularnych wizyt osób przywiązanych do kameralnej atmosfery i ambitnego repertuaru. Zdarza się, że cechuje ich snobistyczny stosunek do filmu, w przeciwieństwie do bohaterów Tornatore - gardzą „ludyczną rozrywką”, odwołują się do „magii kina” i „prawdziwej sztuki”.

Różnie bywa niestety z repertuarem. Choć miejsca, gdzie można zapoznać się z klasyką filmu są nieocenione, po przejściu tego etapu widz oczekuje także nowszych propozycji, niedostępnych w nastawionym komercyjnie multipleksie. Ale żeby pozwolić sobie na tego typu projekcje, potrzeba solidnej organizacji, pieniędzy, a także pasji kiniarza, który potrafi umiejscowić kino w nowoczesnym kontekście.

W Krakowie jest najwięcej kin tradycyjnych – kilkanaście. I grupa osób, która potrafiła nie tylko je otworzyć, ale także utrzymać. Wydeptali własne ścieżki do sukcesu. Ich propozycje różnią się od siebie.

Kino klasyczne

Bogdan Balicki i Robert Skrzydlewski od zawsze marzyli o otworzeniu własnego kina. W 2009 r. założyli Agrafkę. Oprócz marzeń mieli także doświadczenie. Od kilkunastu lat pracują w krakowskich kinach studyjnych: - To nie jest porywanie się z motyką na słońce. Wiemy, co robimy i wiemy, co chcemy osiągnąć. Sukcesem jest już samo powstanie Agrafki. Nie po to, żeby oglądać z rodziną filmy. Ale po to, żeby podzielić się naszymi zamiłowaniami i wiedzą z mieszkańcami Krakowa. Chcą prezentować kino artystyczne. Żadnych polskich komedii romantycznych i komercyjnych produkcji amerykańskich. Wyświetlają animacje, „shorty”, filmy dla dzieci. Ostatnio przekonali się, że warto kontynuować tradycję, istniejącego poprzednio w tym miejscu specjalizującego się w klasyce kina Paradox. W kinach nastawionych na premiery nie ma już na to miejsca. - Odtwarzają, to co się w Polsce teraz dzieje. My staramy się tworzyć. Zapewne w przyszłym roku będzie to naprawdę zauważalne - odgraża się kiniarz z Agrafki. Jak na razie repertuar, choć trzyma poziom, nie należy do bogatych, ani odkrywczych.

Na pewno do częstych wizyt zachęca atmosfera. Mimo że fotele w kinie Paradox przypominały narzędzia tortur, zawsze chodziło się do niego z przyjemnością. Właściciele Agrafki zwiększyli tę przyjemność, robiąc generalny remont sali i zaopatrując kino w nowoczesny sprzęt do projekcji filmów.
Miejmy nadzieję, że ich pasjonackie podejście wystarczy, by utrzymać i rozwinąć kino: - To nie jest biznes! Jeśli chciałbym zarobić i szybko jechać na fajne wakacje, nie otwierałbym kina studyjnego. Tu raczej trzeba dokładać. Założyliśmy fundację, żeby było lżej. To marzenie, kochamy to robić.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj