Rozmowa z Marcinem Maseckim
Bach na dyktafonie
Marcin Masecki, jeden z najzdolniejszych polskich pianistów, opowiada o tym, dlaczego woli grać na rozstrojonym pianinie i nagrywać się na dyktafon.
Donat Brykczyński/Reporter

Bartek Chaciński: – Jest taki moment, gdy pianista powinien zdecydować, że wchodzi w jeden z muzycznych światów – w jazz, improwizację albo w klasykę Dlaczego ty od tej decyzji uciekasz?

Marcin Masecki: – Taki jest tylko tradycyjny podział ról. Podziały, o których mówisz, wychodzą z hermetycznych środowisk – jazzu w klubie Tygmont i klasyki na Akademii Muzycznej. W moim wymieszanym środowisku się nie liczą.

Może jazz poza Tygmontem jest jeszcze akceptowany, ale klasyka poza Akademią ociera się o herezję.

I dlatego ją grywam. Od trzech lat mniej więcej próbuję nagrać „Sztukę Fugi” Bacha. Na milion różnych sposobów, to jest mój Święty Graal. Od prób na pianinie Wurlitzera, poprzez różne klawesyny, klawikordy, wyjazdy do wielu miejsc, korespondencji z autorytetami, szukanie brzmienia, w którym ten utwór by jakoś ożył. To o tyle trudne, że trwa debata na temat tego, na jaki instrument został napisany. W związku z tym nagrano go już w wielu różnych wersjach instrumentalnych.

Ostatnim moim pomysłem było to, żeby wykonać „Sztukę Fugi” na tradycyjnym fortepianie czy pianinie, ale żeby to nagrać na dyktafon. Zrobiłem kilka podejść i brzmi to ciekawie. Jest spłaszczone, telefoniczne brzmienie, szum taśmy, który sprawia, że w tym cyklu – w zależności od podejścia – od 14 do 19 różnych fug masz zawsze słyszalny moment włączenia i wyłączenia taśmy, swoistą ramę dla każdego utworu. Szkoda, że Instytutowi Adama Mickiewicza, z którym rozmawiałem o możliwości wydania takiego nagrania, trudno to zaakceptować. Ja rozumiem myślenie o sztuce jako o biznesie – że „sensowniej” jest nagrać Bacha niż np. Nancarrowa, bo jest bardziej lubiany, tylko z drugiej strony po co robić coś, co już wszyscy zrobili? Nagrać „Sztukę Fugi” na steinwayu w Filharmonii Narodowej to przykładać rękę do śmierci muzyki klasycznej, która i tak odchodzi w desperacki sposób, jak cesarstwo rzymskie – udając, że jest bogata i ma gest.

Rynek muzyki klasycznej to setki tysięcy gruntownie wykształconych ludzi. Może ta infrastruktura musi się jakoś bronić?

Oczywiście, że musi. I to jest najlepszy dowód na jej krytyczny stan. Ale tłumaczenie, że jak nagram to w filharmonii, to potem może wystąpię w Carnegie Hall przed najtrudniejszą publicznością, że powinienem mieć na to odwagę, nie przemawia do mnie. Lepiej mieć odwagę nagrać to na dyktafonie! I podeprzeć to autorytetem i pozycją, jaką IAM już ma. Mnie się podoba dyktafonowe nagranie nie z głupiego kaprysu. To jest pokazywanie palcem na sposób nagrania, o czym w klasyce zawsze się myśli jako o złu koniecznym. Przecież w starych monofonicznych nagraniach Toscaniniego albo Furtwänglera słuchasz tego, radzisz sobie z szumem i jest dobrze. Więc dlaczego mamy tego nie pokazać. Jeśli ktoś na swoim idealnym drogim sprzęcie odtworzy sobie płytę kompaktową i usłyszy dyktafon, zwrócimy jego uwagę na coś zupełnie innego. Zrobimy z szumu taśmy istotny element estetyczny nagrania.

Poza tym uruchamiamy dyskusję, której nie ma w świecie muzyki klasycznej. Nagranie zawsze ma brzmieć tak, żebyś zamykając oczy mógł się poczuć jak na koncercie. Innej filozofii nie ma. A w każdej produkcji muzyki popowej, nawet tej najbardziej masowej, operuje się technikami nagraniowymi – zwrotka z pogłosem, na refrenach przester, gitara z delayem, a fortepian we wstępie puszczony przez megafon. To są typowe ruchy. W klasyce nie ma na to szans. Dlaczego?

A może to problem naszej kultury? Potrafimy się już promować Mickiewiczem i Chopinem, ale urzędowy aparat kultury nie jest jeszcze przygotowany na fanaberie?

I tak nadrobiliśmy mnóstwo w trakcie tych 20 lat. Działalność IAM jest dużym krokiem do przodu. To, że trudno przychodzi ludziom podejście do nagrania dużego utworu klasycznego na dyktafon, pokazuje raczej ogólny kryzys świata muzyki klasycznej. Zresztą ciąg dalszy mojej rozmowy o „Sztuce Fugi” był taki, że zaproponowałem, żebyśmy chociaż znaleźli inny instrument. Miałem na oku kilka – ale musiałem je sprawdzić. Jeden z nich stoi w Bamberg w Niemczech. To prototyp fortepianu barokowego zbudowany przez Silbermana. Bach grał na nim w okresie, gdy komponował „Sztukę Fugi”, jest więc ciekawe powiązanie historyczne – i jeszcze takiego nagrania nie ma. Byłem na miejscu, sprawdziłem ten instrument, jest bardzo ciekawy, choć technicznie daleki od ideału – nie bez przyczyny to prototyp. Zaczynamy więc teraz myśleć o pewnym kompromisie. Nagranie zrobiłbym na współczesnym instrumencie, ale nieco spreparowanym małymi gumkami na końcach strun tak, żeby skróconym wybrzmieniem dźwięku upodobnić go nieco do barokowego silbermana. Zobaczymy, rozmowy trwają...

W pewnym sensie wolę nagrywać na dyktafon, żeby to kupiło pięćset osób. I grać na Chłodnej dla 30 ludzi, z których część może nawet nie wiedzieć, co gram ani kiedy urodził się Bach. To jest prawdziwsze niż granie dla abonamentowiczów, którzy znają utwór na pamięć, nudnych ludzi, którzy słuchają muzyki klasycznej tak jak Japończycy cykają zdjęcia.

Nie przeszkadza ci atmosfera klubowa, brzęk kieliszków?

Na Chłodnej jest absolutna cisza. W Powiększeniu też. Dużo większa niż w Filharmonii. Na premierze nowego utworu Szymańskiego na Warszawskiej Jesieni wszyscy cały czas kasłali i szeptali sobie coś do ucha. To dużo bardziej przeszkadza niż na Chłodnej, tu – nawet jak kaszlną – nie będzie to równoznaczne z wybuchem bomby jak w Filharmonii.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj