Hiperrealizm, czyli ślepa uliczka światowej sztuki
Martwa natura jak żywa
To wystawa dla malkontentów, którzy snując się po galeriach współczesnej sztuki wybrzydzają: sam bym tak namalował! W konfrontacji z hiperrealizmem, pokazywanym w wiedeńskim Muzeum Sztuki Współczesnej MUMOK, są bez szans.
David Hockney: Kąpiel słoneczna. Obraz z 1966 r.
materiały prasowe

David Hockney: Kąpiel słoneczna. Obraz z 1966 r.

Po oszałamiających triumfach w latach 50. XX w. ekspresjonizmu abstrakcyjnego spod znaku Pollocka i spółki wydawało się, że malarstwo niefiguratywne będzie królować w USA (czyli i na świecie), niezagrożone przez co najmniej kilka dziesięcioleci. Tymczasem na awangardowe i – co tu ukrywać – elitarne w odbiorze bezładne chlapanie i mazanie farbą szybko pojawiła się w latach 60. odtrutka, a nawet dwie. Pierwsza, czyli pop-art, okazała się niezwykle trwała do dziś, choć po różnych przeróbkach. Kolejna znacznie wyraziściej przeciwstawiła się abstrakcji, ale też szybciej przeminęła z wiatrem artystycznych przemian: to właśnie będący przedmiotem wiedeńskiej wystawy hiperrealizm. Zwany zamiennie także fotorealizmem.

Hiperrealizm przyjął się w USA nadzwyczaj dobrze, bo bliższy był konserwatywnym nawykom Amerykanów aniżeli abstrakcyjne eksperymenty. Dziś, po latach, budzi najczęściej dwie emocje równocześnie: podziw i zdziwienie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną