Mondrian bardziej ceniony niż lubiany
Artysta trzymający pion i poziom
Bywają malarze, których wielbimy, i tacy, których cenimy. Holendra Pieta Mondriana częściej włączamy do drugiej grupy. Czy ogromna monograficzna wystawa w paryskim Centre Pompidou sprawi, że i jego da się polubić?
Martwa natura z dzbanem na imbir2, 1912r.
materiały prasowe

Martwa natura z dzbanem na imbir2, 1912r.

Od kilku dziesięcioleci Piet Mondrian stał się mimowolnym uczestnikiem zorganizowanych przez historyków sztuki rozlicznych wyścigów pod hasłem „Kto naprawdę był prekursorem malarstwa abstrakcyjnego?”. W blokach startowych ustawia się go wraz z Rosjanami Wassilym Kandinskim i Kazimierzem Malewiczem, niekiedy rezerwując jeszcze dodatkowe tory dla Litwina Mykołasa Ciurlonisa, Czecha Frantiska Kupki czy Francuza Francisa Picabii. Na koniec zwycięzcą zazwyczaj obwołuje się Kandinskiego. To ciekawe, bo ani nie był pierwszy (tu wyprzedził go Ciurlonis, Picabia, a nawet Belg van de Velde), a do odrzucenia figuratywności doszedł – jeśli wierzyć przekazom – przypadkowo, wieszając przez pomyłkę obraz do góry nogami.

Mondrian nie otrzymał więc dotychczas palmy pierwszeństwa, pod jednym wszakże względem wydaje się w tej rywalizacji nie do pokonania: drogi, jaką przebył do swych ascetycznych dzieł abstrakcyjnych. Zaczynał, rzec by można, wręcz banalnie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną