szukaj
„Margin Call” – głośny pokaz w Berlinie
Wall Street w krainie wyobraźni
Rzadko się zdarza by na początku festiwalu pojawił się poważny kandydat do głównych nagród, niemniej wszystko wskazuje, że faworyta już mamy.
61. Festiwal Filmowy w Berlinie
Materiały prasowe

61. Festiwal Filmowy w Berlinie

Hasło „film o kryzysie” przyciągnęło do filmu gwiazdy. Na zdjęciu: Kevin Spacey jako rekin giełdowy.
Materiały prasowe

Hasło „film o kryzysie” przyciągnęło do filmu gwiazdy. Na zdjęciu: Kevin Spacey jako rekin giełdowy.

Na planie „Margin Call”, reżyser J. C. Chandor (po prawej) oraz Kevin Spacey.
Materiały prasowe

Na planie „Margin Call”, reżyser J. C. Chandor (po prawej) oraz Kevin Spacey.

Pamiętany z ról w „Dogville” von Triera i „Pięknego umysłu”, tutaj Paul Bettany w roli bankiera.
Materiały prasowe

Pamiętany z ról w „Dogville” von Triera i „Pięknego umysłu”, tutaj Paul Bettany w roli bankiera.

W tym roku zobaczymy go jeszcze m.in. w „Burlesce”. W „Margin Call” Stanley Tucci ma równie emocjonującą - choć teoretycznie biurową - pracę.
Materiały prasowe

W tym roku zobaczymy go jeszcze m.in. w „Burlesce”. W „Margin Call” Stanley Tucci ma równie emocjonującą - choć teoretycznie biurową - pracę.

Okazał się nim wyświetlany jako pierwszy w konkursie amerykański dramat psychologiczny „Margin Call”.  Nakręcił go utalentowany scenarzysta J.C. Chandor (współpracownik Leonarda DiCaprio), który uczył się reżyserii w Nowym Jorku i Londynie. Chandor do tej pory działał głównie w reklamie. Jako syn bankiera, doświadczonego pracownika Merrill Lynch, realizował wcześniej filmy na zlecenie instytucji finansowych. Nic dziwnego, że tematem swego debiutu fabularnego uczynił dobrze mu znane środowisko rekinów giełdowych.

Psychologiczna gra

„Margin Call” ma dramaturgię „12 gniewnych ludzi”. Rozgrywa się w ciągu jednej doby, poprzedzającej wybuch paniki na nowojorskiej giełdzie w 2008 roku, dającej sygnał do rozpoczęcia globalnego kryzysu gospodarczego. W siedzibie potężnego banku inwestycyjnego (jego nazwa nie pada) trwają gorączkowe, nocne narady w związku z wykryciem przez jednego z analityków grubej afery. Bankowi grozi bankructwo, ponieważ wszedł w posiadanie ogromnej liczby instrumentów pochodnych, derywatów kredytowych, których nie da się spłacić. Są bezwartościowe, ale rynek wycenia je wielokrotnie wyżej niż majątek i całkowite zadłużenie banku. Aby ratować firmę, finansiści muszą się ich natychmiast pozbyć. Mają jednak również pełną świadomość, że sprzedając trefne papiery, narażają innych, którzy je kupią, nie tylko na drobne kłopoty, ale na pewny upadek.

Oglądamy więc klasyczną sytuację podrzucania sobie zgniłego jaja i czekania, aż ostatni zgasi światło. Zaletą trzymającego w napięciu filmu jest to, że niezrozumiałe dla przeciętnego widza szczegóły finansowych operacji stanowią jedynie tło arcyciekawej gry psychologicznej, toczącej się w sumieniach postawionych pod ścianą menadżerów i pracowników. Muszą wybierać między lojalnością wobec przeżywającej trudne chwile firmy, a przyzwoitością, zawodową etyką, poczuciem honoru.

Grają ich wyśmienici aktorzy m.in. Jeremy Irons, Kevin Spacey, Stanley Tucci, dzięki czemu łatwiej zrozumieć, że osławione i napiętnowane w mediach chciwość i cynizm, odpowiedzialnych za kryzys finansistów, podszyte były tragizmem. I że naprawdę ciężko było w tej sytuacji znaleźć jakiekolwiek dobre rozwiązanie.

Porywająca animacja

Berlinale żyje nie tylko tematyką społeczną, choć ona zdecydowanie dominuje. Pojawiają się też piękne, urocze momenty oddechu, czego przykładem ujmująca prostotą animowana baśń Francuza Michela Ocelota „Tales of the Night”. Składa się na nią sześć opowieści snutych przez reżysera i dwójkę entuzjastycznie nastawionych aktorów, bawiących się motywami zaczerpniętymi z egzotycznych kultur i wielu zakątków świata. Jest historia o chłopcu zakochanym w księżniczce, który zamienia się w wilkołaka. Odważnego rycerza trafiającego do krainy zmarłych. Młodzieńca rzucającego wyzwanie smokowi, pożerającemu składane mu w ofierze najpiękniejsze dziewice z inkaskiego Złotego Miasta. Czarnoskórego muzyka wystukującego na tam-tamie historię swojej inicjacji itd. Znane wątki mieszają się z zaskakującymi pointami. Można kręcić nosem, że to tylko zbiór przypadkowych dobranocek. Niemniej zachwycająca strona plastyczna filmu przypominająca rzucane na ścianę cienie sprawia, że nie jest to kolejna chałtura w 3D, tylko wysoce artystyczna wizja, sprawiająca satysfakcję również widzom dorosłym.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj