Nobel 2011 z literatury: Tomas Tranströmer
Poezja dla zagubionych
To hołd dla poezji klasycznej. Z utworów Tranströmera wyłania się obraz człowieka zagubionego w gąszczu współczesności, poszukującego odpowiedzi, starającego się wniknąć w głąb siebie.
Tomas Tranströmer
Jan Kuberski/FOTONOVA/Reporter

Tomas Tranströmer

W tym roku Komisja Noblowska decyzję w sprawie zwycięzcy w dziedzinie literatury podjęła wyjątkowo szybko: Tomas Tranströmer. Wcześniej spekulacji było co niemiara, choć po coraz bardziej z roku na rok poprawnej politycznie komisji spodziewano się uhonorowania raczej poety z Syrii, Adonisa, czy choćby – typowanego już od lat – izraelskiego pisarza Amosa Oza. Nazwisko Tranströmera też się pojawiało, ale niejako zgodnie z niepisaną tradycją. Jego zwycięstwo bowiem obstawiano już rokrocznie począwszy od 1996, kiedy to ostatecznie Nobla dostała nasza Wisława Szymborska. Tranströmerowi („szwedzkiemu Miłoszowi”, jak zwykła go szufladkować polska krytyka; Czesław Miłosz zresztą jego poezję tłumaczył) udało się dopiero w 2011 roku.

„Poprzez swe poetyckie przejrzyste obrazy, Tranströmer daje nam niezmiennie świeży wgląd w rzeczywistość” – uzasadniała swą decyzję Komisja Noblowska. Ową przejrzystość, wynikającą w dużej mierze z oszczędności w słowach Tranströmera najlepiej chyba (nawet wizualnie) oddaje jeden z ostatnich jego tomików - „Den stora gåtan” (Wielka Tajemnica; w Polsce jeszcze nie wydany) z 2004 roku. Mniejszy format na rzecz większej koncentracji treści i znaczeń mówi o twórczości tegorocznego noblisty bardzo wiele.

Pierwszy tomik poetycki, „17 dikter” (17 wierszy) Tomas Tranströmer wydał w wieku 23 lat, w 1954 roku. Kolejny ujrzał światło dzienne 4 lata później, i tak się zaczęło, ale bez specjalnego poświęcania się poezji. Po prostu czasem coś napisał. Powoli zyskiwał popularność, ale i zagorzałych przeciwników. W latach 70. ubiegłego wieku inni poeci zarzucali mu m.in. brak odniesień do bieżącej sytuacji politycznej, całkowite z niej wyabstrahowanie. Ale Tranströmer trwał na swoim poetyckim stanowisku. Pisał bez zbędnych znaczeniowych woalek, niczego nie starał się przemycić, tworząc jasne, czasem oparte na paradoksie obrazy, wielokrotnie nawiązujące do rodzinnych historii. W jego poezji nie uświadczymy efektownych gierek słownych i lingwistycznych wolt, pod które to dopiero budowane są sensy i znaczenia. Wyłoni się z niej natomiast obraz człowieka zagubionego w gąszczu współczesności, poszukującego odpowiedzi, starającego się wniknąć w głąb siebie.

Nic dziwnego – chciałoby się rzec. Z wykształcenia psycholog, w którym to zawodzie pracował do 1990 roku. Paradoksalnie, gdyby nie życiowa tragedia – udar mózgu, a w jego wyniku częściowy paraliż i przejściowa utrata mowy, być może nie miałby powodu, by całkowicie oddać się poezji. Jako praktykujący psycholog bowiem był bardzo szanowany, szczególnie w środowisku swoich pacjentów – trudnej młodzieży z poprawczaków, osób niepełnosprawnych i narkomanów.

W ostatnich latach wielokrotnie mówiło się, że honorując autorów Szwedzka Akademia kieruje się tyleż walorami artystycznymi ich dzieł, co poprawnością polityczną – feminizmem, walką z uciśnieniem, lewicowym skrętem. Dlatego spodziewano się w tym roku kogoś z krajów arabskich lub czarnej Afryki, a nie sytego poety z bogatego Zachodu. Wybór Tomasa Tranströmera pozwala jednak przypuszczać, że literatura znów zaczęła mieć w Komisji Noblowskiej znaczenie pierwszorzędne.

***

Szyny
Tomas Tranströmer / przełożył Czesław Miłosz

Druga w nocy, księżyc. Pociąg przystanął
pośrodku równiny. Daleko światełka miasta
mrugają, zimne, na horyzoncie.
Jak kiedyś ktoś zabrnie tak daleko w sen,
że, wróciwszy do pokoju,
już nigdy sobie nie przypomni, że był tam.
I jak kiedyś ktoś tak pogrąży się w chorobę,
że dni dawniej przeżyte są jak rój światełek
zimnych, wątłych, na horyzoncie.

Pociąg stoi zupełnie nieruchomo.
Druga. Pełnia księżyca, parę gwiazd
.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj