szukaj
Skąd się wzięła maska - twarz kryzysu?
Oblicze oburzonych
Tam, gdzie na ulice wychodzą Oburzeni, jest też ona. Uniesione brwi, hiszpański wąsik i ironiczny uśmiech. Maska z komiksu „V jak vendetta” stała się symbolem kryzysu finansowego. Skąd się wzięła i jakie idee się pod nią kryją?
Okładka pierwszej części serii o panu V.
Wydawnictwo Post/Materiały prasowe

Okładka pierwszej części serii o panu V.

„V jak Vendetta” ukazał się w Polsce w 2003 roku, w dwóch tomach. Dziś jest niedostępnym, komiksowym białym krukiem. Rodzimy wydawca, krakowski  Post,  zapowiada reedycję.
Wydawnictwo Post/Materiały prasowe

„V jak Vendetta” ukazał się w Polsce w 2003 roku, w dwóch tomach. Dziś jest niedostępnym, komiksowym białym krukiem. Rodzimy wydawca, krakowski Post, zapowiada reedycję.

Na warszawskiej manifestacji oburzonych. Z prawej strony - charakterystyczna maska.
Wojciech Artyniew/Forum

Na warszawskiej manifestacji oburzonych. Z prawej strony - charakterystyczna maska.

- Pamiętać wypada o piątym listopada, o zdradzie prochowej i spisku. I tyle wam powiem, że Guya Fawkesa maskę - pamiętać muszą wszyscy - mówi główny bohater komiksu Alana Moore’a, wysadzając w powietrze siedzibę brytyjskiego parlamentu. Po niemal 30 latach od publikacji pierwszego odcinka komiksu na łamach brytyjskiego czasopisma „Warrior”, o masce Guya Fawkesa – postaci historycznej, katolika, któremu nie udało się dokonać zamachu na króla Anglii w 1605 roku - przypomniał sobie cały świat. Za sprawą protestów Oburzonych, którzy wyszli na ulice, manifestując swe niezadowolenie ze światowego kryzysu finansowego.

Autorzy komiksu, rysownik David Lloyd oraz Alan Moore – szczególnie ten drugi słynny ze swojej antysystemowej i anarchizującej postawy - nie ukrywają swojego zadowolenia z tego, że maska Fawkesa wyszła z plansz komiksu na ulice. Ich album również był protestem przeciwko innemu systemowi, a dokładnie - przeciw porządkom Margaret Thatcher i konserwatystów w Wielkiej Brytanii w latach 80-tych.

Przeciw Żelaznej Lady

- Moja najmłodsza córka ma 7 lat, a prasa brukowa rozpowszechnia ideę obozów koncentracyjnych dla osób chorych na AIDS. (…) Rząd wyraził pragnienie wytępienia homoseksualizmu, nawet jako abstrakcyjnego pojęcia (…) Mam ochotę zabrać swoją rodzinę i szybko wynieść się z tego kraju­  - pisał, jak zawsze radykalny, Alan Moore we wstępie do amerykańskiego wydania „V jak Vendetta” z 1988 roku. Komiks miał być odpowiedzią na pytanie, czy na Wyspach mogłoby być jeszcze gorzej. Odpowiedzieli „tak”. Artyści stworzyli zatem mroczną wizję przyszłości swojego kraju, co wówczas oznaczało 1997 rok, bo wtedy rozpoczyna się akcja komiksu.

Po światowej wojnie nuklearnej jedynie Wielkiej Brytanii udaje się przetrwać, ale pogrąża się w chaosie. Porządek szybko wprowadza neofaszystowska partia Norsefire, która posługuje się znanymi z historii metodami: terrorem, rozbudowanym aparatem bezpieki, propagandą, ustawami dyskryminacyjnymi, a nawet obozami koncentracyjnymi. Atmosfera komiksu do złudzenia przypomina „Rok 1984” Orwella. Anglia jest biedna, zdesperowana i zupełnie pozbawiona nadziei, a do tego daje się omotać faszystowskiej propagandzie, rozpowszechnianej przy pomocy mediów.

Wydaje się, że nie ma szans na zmiany, dopóki w Londynie nie pojawia się tajemniczy, zamaskowany V: idealista, szaleniec i anarchista zarazem, a do tego były więzień obozu koncentracyjnego, gdzie był poddawany testom medycznym. V - w masce Guya Fawkesa - zamierza pokonać reżim jego metodami, a więc zamachami, terrorem i skrytobójstwami faszystowskich VIP-ów.

Z komiksu na ulice

W 2006 roku wytwórnia Warner Bros nakręciła ekranizację „V jak Vendetta”, którą reżyserował James McTeigue, a za scenariusz i produkcję odpowiadali Bracia Wachowski (twórcy słynnego „Matrixa”). Gdy dziś w medialnych relacjach z Rzymu, Madrytu i Nowego Jorku widzimy grupy Oburzonych w masce Fawkesa, nieodparcie przychodzi do głowy zakończenie filmu - tłum przebranych za V Londyńczyków patrzy na wybuchający Pałac Westminsterski (który w filmie symbolizował reżimowy porządek). Dla Oburzonych tym symbolem jest Wall Street i giełda, ale nikt nie ma przecież zamiaru ich wysadzić. Demonstranci co najwyżej pragną wysadzić bankierów z siodła. Niemniej filmowa scena działa na wyobraźnię.

Trzeba jednak pamiętać, że ekranizacja komiksu odbiega od ducha pierwowzoru, jest  politycznie poprawna, a konflikt między faszystami a anarchistycznym V został zmiękczony i przedstawiony jako walka władzy ze społeczeństwem. Nie mówiąc już o hollywoodzkim efekciarstwie, co w porównaniu do brudnej i mrocznej estetyki rysunków Lloyda wygląda zadziwiająco grzecznie. Alan Moore, rzecz jasna, odciął się od produkcji Wachowskich i wycofał swoje nazwisko z plakatów.

Ruch Oburzonych też ma niewiele wspólnego z anarchoterroryzmem V, choć po zamieszkach w Rzymie konserwatywni publicyści chętnie widzieliby w nim burzycieli porządku społecznego. Niemniej jednak podstawowa symbolika maski wciąż jest aktualna. Zarówno bowiem komiks, jak i film pokazują, że nie ma takiego porządku, którego nie dałoby się zmienić. Że władza nie może być bezkarna, a jednostki nie są bezradne i mogą wpływać na rzeczywistość. O ile są odpowiednio zdeterminowane.

„V jak Vendetta” to również pochwała aktywizmu oraz odwagi w konflikcie z silniejszym przeciwnikiem. I właśnie dlatego maski Guy’a Fawkesa oglądamy dziś na ulicach. W Polsce - gdzie bezrobocie wśród młodych ludzi i śmieciowe umowy są już niemal standardem - chętnych do założenia maski Guya Fawkesa wciąż jest zadziwiająco niewielu. Na demonstrację pod Starym Browarem, którą widziałem w stolicy Wielkopolski, przyszło zaledwie kilkadziesiąt osób, choć Poznań to miasto studenckie. Widocznie doszli do wniosku, że lepiej robić zakupy w centrum handlowym, niż spotykać się przed nim, aby manifestować niezadowolenie. Byle po zakończeniu studiów nie byli zmuszeni do spotkania się. Ale tym razem pod Urzędem Pracy.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj