szukaj
Spec od nagrań: CD to niedoceniony format
Płyta CD ma przyszłość
„Wiara ludzi w to, że nowe techniki umożliwią rzeczywiście poprawę jakości dźwięku, to w dużej mierze złudzenie” - mówi Piotr Nykiel.
jepoirrier/Flickr CC by SA

„Wiara ludzi w to, że nowe techniki umożliwią rzeczywiście poprawę jakości dźwięku, to w dużej mierze złudzenie” - mówi Piotr Nykiel.



To co może zrobić człowiek, który chciałby posłuchać starej muzyki w taki sposób, by brzmiała najbliżej ówczesnego oryginału?

Odpowiem na to krótką historią. Zaczęło się w ten sposób, że od małego dziecka słuchałem Crimsonów, Zeppelinów – oczywiście w radiu, w Trójce, nagrywałem tę muzykę na magnetofon szpulowy, odsłuchując później wielokrotnie. Na płyty oryginalne nie było mnie stać. Potem zaczęła się normalna praca, mogłem sobie pozwolić na płyty – już w epoce CD – więc jedną z pierwszych wypłat poświęciłem w całości na King Crimson, kupując całą półkę ich wydawnictw. Byłem zachwycony. Ale po kilku latach pojawiła się pierwsza seria remasterów. Znajomy audiofil namówił mnie więc do tego, żebym tych wydań posłuchał. No i tak słucham i myślę: głośniejsze, mniej szumią... ale po pięciu minutach uznałem, że coś jest nie tak, a po pół godzinie wyłączyłem i wróciłem do starych. Dźwięk był męczący i przestało mnie to wszystko wciągać od strony muzycznej.

Mocno zdziwiony, zacząłem się tematowi przyglądać. W jednym z koszy wyprzedażowych ówczesnego sklepu Planet Music znalazłem najstarsze cyfrowe wydania Led Zeppelin po 20 zł. Sytuacja się powtórzyła: brzmiały dużo lepiej niż te nowe. A wreszcie odwiedziłem pewnego znanego warszawskiego audiofila, który miał dużą kolekcję płyt winylowych, oryginalne stare wydania amerykańskie, japońskie. I posłuchałem płyt, które znałem tylko z cyfry. Ilość detali mnie poraziła. To nie była ta sama muzyka, ale dużo bogatsza, bardziej wciągająca. Wtedy zacząłem się zastanawiać, co jest w tym wszystkim nie tak. I dochodzić do wniosku, że nie można próbować wziąć taśmę z lat 50. i poprawiać jej brzmienie. My nawet nie jesteśmy w stanie jej odtworzyć tak, żeby dobrze zabrzmiała, tymczasem przenosząc ją na cyfrę wykonujemy jakieś zabiegi, żeby poprawiać? Nawet najlepsze algorytmy odszumiania w dużym stopniu upodabniają do siebie utwory, odbierają im wielowymiarowość. Poprawa dynamiki zabija przejrzystość – główne tematy są wyrazistsze, głośniejsze, ale co z tego, gdy pogubiony zostaje cały plankton. Z biegiem czasu tak mnie to wciągnęło, że z badań przeszedłem do pracy przy przenoszeniu starej muzyki na CD. Właśnie wyszła reedycja „Cienia wielkiej góry” Budki Suflera i tę spróbowałem robić według wypracowanych przeze mnie metod. Pracowałem też przy ostatnim wznowieniu nagrań Komedy.

Co ma zrobić ten człowiek, który ma 25 lat i chciałby usłyszeć muzykę zespołów starszych niż on sam w najlepszej możliwej jakości? Które wydanie wybrać?

Im starsze, tym lepsze. I to już zupełnie dosłownie. Jeśli chodzi o cyfrę, najważniejsze jest to, co robimy z sygnałem przy konwersji analogowo-cyfrowej i przy manipulacjach już na samym urządzeniu cyfrowym. Na urządzenia odtwarzające po stronie odbiorcy nie za bardzo mamy wpływ. Umieszczone w nich nowe przetworniki cyfrowo-analogowe i tak zazwyczaj bardzo źle podają dźwięk, uśredniając go i odbarwiając. Na początku pojawiły się klasyczne przetworniki kilkunastobitowe i to były urządzenia, które nie miały sprzężenia zwrotnego, czyli pamięci. Były tam oczywiście jakieś nadpróbkowania, filtry cyfrowe, które pewnie trochę degradują sygnał. Ale generalnie mimo pewnej surowości dawały przejrzyste brzmienie. W latach 90. pojawiły się jedno- i kilkubitowe przetworniki sigma-delta ze sprzężeniem zwrotnym w postaci filtra błędu kwantyzacji, czyli rodzajem pamięci. Dynamika skoczyła do góry, ale brzmienie bardzo się pogorszyło. Nowe remastery ze starych taśm przeszły przez ten tor i tu się wiele zrobić nie da. Potem mieliśmy system SACD, który się nie przyjął, bo nie zapewniał zapowiadanego gwałtownego wzrostu jakości, prócz dorzucenia kanałów. Nowe przetworniki szły w kierunku poprawienia głównego ocenianego parametru, jakim był stosunek sygnału do szumu. I techniki, które były wykorzystywane po to, by średnio – w długim okresie – uzyskać tę poprawę, w krótkim okresie bardzo dynamicznie poruszały się wewnętrznie i sygnał, który przez nie przechodził, był dość, powiedzmy w uproszczeniu, rozdygotany. Nie było stałej funkcji przenoszenia od wejścia do wejścia, która byłą zaletą starych systemów - w tym również sprzętu lampowego.

A format HDCD?

To w pewnym sensie małe oszustwo, ale niegłupie, tylko wymaga odpowiedniego filtru także w odtwarzaczu. Ważne jest jednak to, że myślenie o formacie CD jako z natury złym – bo przenosi tylko 44,1 kHz i 16 bitów – jest błędem. To format bardzo niedoceniony. Proszę sobie wyobrazić – jeśli wszystko jest zrobione dobrze, to dynamika tego magnetofonu, jaki pan tam widzi [tu Piotr Nykiel pokazuje stary model szpulowego Studera A-80 – przyp. bch] to mniej więcej 60 dB. Płyty gramofonowe mają często mniej. Nawet 12-bitowy zapis gwarantuje podobną dynamikę. I tak naprawdę – może mi pan wierzyć lub nie – 12-bitowy zapis może dać całkiem przyzwoity dźwięk.

Nawet mniej niż krytykowane 16 bitów, standard dla płyty CD...

Tak, to nie jest już kwestia tego, jaki to jest format, tylko co my z tym formatem robimy. Słuchamy – dajmy na to – gęstego formatu 96 kHz, robimy konwersję do formatu 44,1 kHz stosowanego w CD... i gra dużo gorzej. I zastanawiamy się „No tak, to pewnie ta konwersja, zgubiliśmy mnóstwo szczegółów”. Ale jest już program komputerowy, który właśnie wchodzi do sprzedaży, przeznaczony do konwersji częstotliwości próbkowania i rekwantyzacji – i on niczego nie gubi! Najśmieszniejsze jest to, że np. robimy konwersję do 44,1 i 16 bitów z gęstego formatu i brzmi słyszalnie gorzej, a potem konwertujemy z powrotem tłumaczymy do formatu pierwotnego – i brzmi identycznie z pierwotnym! Jak to możliwe? Wychodzi na to, że ten format CD jest pojemny i wszystko zachował, a dopiero to, co zrobiliśmy z nim przy odtwarzaniu, zadecydowało o tym, jak brzmi. Jeśli z sygnałem postępujemy odpowiednio, to format CD powinien nam jeszcze spokojnie wystarczyć, zawrzeć w sobie całe bogactwo nagrań analogowych.

Tak czy owak nie schodzi jeszcze z rynku, nie ma konkurencji.

Tak, ale teraz wszyscy uważamy go za zło konieczne, podczas gdy tak nie jest.

Pocieszyć mnie pan specjalnie nie pocieszył, choć to ostatnie brzmi krzepiąco.

Walka trwa, niektóre płyty zaczynają brzmieć coraz lepiej. Nieźle wychodzą nagrania z Obuha, które realizujemy z Wojckiem Czernem w studiu analogowym w Rogalowie. A cały świat inżynierii dźwięku musi się odbić od ściany i na pewno – to kwestia czasu – czekają nas wielkie zmiany.

Czyli może nie kupować remasterów teraz, tylko za kolejnych pięć lat?

Trzeba poczekać, aż przewali się fala współczesnego przetwarzania dźwięku. Oprócz mnie nad tą dziedziną pracuje wielu ludzi na świecie, słyszę o ich wynikach. Zmieni się to szybciej niż nam się wydaje. 

*

Piotr Nykiel pracuje w Zakładzie Elektroakustyki Politechniki Warszawskiej, zajmuje się rejestracją i obróbką dźwięku, skonstruował m.in. własny przetwornik analogowo-cyfrowy, podejmuje się też pracy przy masteringu nagrań (Jerzy Milian, Krzysztof Penderecki, Budka Suflera, Krzysztof Komeda). Uznawany jest za jednego z większych fachowców w tej dziedzinie w naszym kraju.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj