Def Jam - hiphopowa wytwórnia płytowa
Skok w hip-hop
Działająca od ćwierć wieku Def Jam to ostatnia taka wytwórnia płytowa: z gwiazdami, legendą, wielkimi pieniędzmi i wpływem społecznym na olbrzymią skalę.
Redman reprezentował drugie pokolenie gwiazd Def Jam już w latach 90.
Nina Schultz/materiały prasowe

Redman reprezentował drugie pokolenie gwiazd Def Jam już w latach 90.

Pierwszy domorosły twórca hiphopowy zagrał w Nowym Jorku w połowie lat 70. na prywatce swojej siostry w bloku na Bronksie. Impreza była biletowana – zbierali w ten sposób pieniądze na ciuchy i książki na nowy rok szkolny. Całe to przedsięwzięcie przyniosło im 300 dol. I przez kilka kolejnych lat – mimo rosnącej popularności gatunku – nikt nie wpadł na pomysł, że można na tym gatunku zarobić więcej. Długo nie udawało się go nawet na dobre wyeksportować poza Bronx. Przyjmijmy, że w jego rozwoju impreza u rodzeństwa Campbellów to punkt A.

30 lat później, w październiku 2003 r., pierwsza dziesiątka listy „Billboardu” – po raz pierwszy w historii – składała się z utworów tylko czarnoskórych wykonawców. W większości hiphopowych. W większości również – dodajmy – kupowanych przez białą publiczność. W samej tylko Ameryce dawało to wtedy wytwórniom wydającym hip-hop przychód rzędu kilkunastu miliardów dolarów rocznie, co stanowiło 13 proc. całej sprzedaży nagrań. Oto punkt B w historii gatunku.

Co takiego się wydarzyło w okresie pomiędzy A i B? Powstała wytwórnia Def Jam.

Na początku przypominała bardziej wariant A. Założyli ją w skromnym pokoju w akademiku punkowiec żydowskiego pochodzenia Rick Rubin (lat 22) i afroamerykański student Russell Simmons (lat 26).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną