szukaj
Wywiad z Maciejem Parowskim: 30 lat „Fantastyki”
Rozmontować karabin i sprzedać jako wózek
Pierwsza okładka „Fantastyki” z 1982 r.
Fantastyka/Materiały prasowe

Pierwsza okładka „Fantastyki” z 1982 r.

Na comiesięcznych spotkaniach w Mazowieckim Centrum Kultury na Elektoralnej pojawiali się m.in. (od lewej) Grzegorz Ciechowski, Mirosław Kowalski (SuperNowa) i Jadwiga Zajdel.
Fantastyka/Materiały prywatne

Na comiesięcznych spotkaniach w Mazowieckim Centrum Kultury na Elektoralnej pojawiali się m.in. (od lewej) Grzegorz Ciechowski, Mirosław Kowalski (SuperNowa) i Jadwiga Zajdel.

Czasem wpadał do pisma profesor Edmund Wnuk Lipiński - socjolog i pisarz SF, który udzielił „F” kilku wywiadów i zamieścił jedno opowiadanie. Ponadto Dorota Malinowska (dział zagraniczny) i Marek Oramus (krytyka).
Maciej Parowski/Materiały prywatne

Czasem wpadał do pisma profesor Edmund Wnuk Lipiński - socjolog i pisarz SF, który udzielił „F” kilku wywiadów i zamieścił jedno opowiadanie. Ponadto Dorota Malinowska (dział zagraniczny) i Marek Oramus (krytyka).

Młodzi komiksiarze z wizytą u Jacka Rodka, pierwszego naczelnego „Komiksu-Fantastyki” w 1992 r. W kadrze stoją Jerzy Szyłak, Jarek Musiał i Andrzej Nowakowski. Siedzą Piotr Kabulak, Jacek Rodek i Wojtek Birek.
Maciej Parowski/Materiały prywatne

Młodzi komiksiarze z wizytą u Jacka Rodka, pierwszego naczelnego „Komiksu-Fantastyki” w 1992 r. W kadrze stoją Jerzy Szyłak, Jarek Musiał i Andrzej Nowakowski. Siedzą Piotr Kabulak, Jacek Rodek i Wojtek Birek.

W 2007 roku cała redakcja dostała odznaczenia od Ministra Kultury i Sztuki Kazimierza Ujazdowskiego z okazji XXV-lecia pisma. Od lewej stoją Jacek Rodek, Minster, Maciej Makowski (dyrektor wydawnictwa PrószyńskiMedia) i Maciej Parowski.
Maciej Parowski/Materiały prywatne

W 2007 roku cała redakcja dostała odznaczenia od Ministra Kultury i Sztuki Kazimierza Ujazdowskiego z okazji XXV-lecia pisma. Od lewej stoją Jacek Rodek, Minster, Maciej Makowski (dyrektor wydawnictwa PrószyńskiMedia) i Maciej Parowski.

Redakcja AD 2012. Od lewej Jerzy Rzymowski (publicystyka, krytyka), Jakub Winiarski (naczelny) i Marcin Zwierzchowski (proza zagraniczna).
Maciej Parowski/Materiały prywatne

Redakcja AD 2012. Od lewej Jerzy Rzymowski (publicystyka, krytyka), Jakub Winiarski (naczelny) i Marcin Zwierzchowski (proza zagraniczna).

Medal pamiątkowy z okazji 30-lecia pisma „Fantastyka”.
Zorro2212/Wikipedia

Medal pamiątkowy z okazji 30-lecia pisma „Fantastyka”.

 

Czyli nikt pieniędzy nie przysłał? A przecież  debiutował na łamach „Fantastyki” jako piętnastolatek, był taką fantastyczną Dorotą Masłowską.

Powiedzmy tak: był i jest lepszy niż Lem w jego wieku, to jest stwierdzenie rozwijające się w czasie. Pieniędzy nie dostał, ale w redakcji było spore zamieszanie. Nikt nie mógł uwierzyć, że tak młoda osoba potrafi tak dobrze pisać. Ja wręcz namawiałem go, by się przyznał, z czego ściągnął to opowiadanie. Z kolei Marek Oramus krzyczał, że uczyni sobie jego „Złotą Galerę” wzorem opowiadania w ogóle. Jak to powtórzyłem Dukajowi, to tylko sapnął „o kurczę, taki szturmowiec”.

Powiedział Pan, że „Fantastyka” była pismem pokoleniowym. Każde pokolenie czy środowisko o coś się spiera. A o co spierali się członkowie redakcji? Jakie były założenia „Fantastyki”?

Wielkich sporów nie było, szliśmy obok siebie, razem, ludzie praktycznie jednej formacji. Wszyscy mieliśmy wspólnego wroga, którym był komunistyczny system i postkomunistyczne zaszłości. Gdy zaczął się kapitalizm był problem, co począć z odpływającym czytelnikiem, czy nie obniżyć poziomu pisma, czy nie zanęcić go tandetą. W latach dziewięćdziesiątych odrzuciliśmy taki pomysł. W trzecim tysiącleciu - już nie pod moim kierownictwem - pismo poszło trochę w stronę tabloidu, ale bez przesady. No, ale ten wysoki krytyczny ton dało się utrzymać w „Czasie Fantastyki” powstałym w 2004 roku.

Jak bardzo zmieniła się polska fantastyka od lat 80-tych?   

Przede wszystkim zyskała ogromną popularność, czego nikt się nie spodziewał. Nie sądziliśmy, że pojawią się tacy autorzy jak Dukaj, Sapkowski czy Pilpiuk, a ich książki będą sprzedawały się w takich nakładach. Myślę, że literacki mainstream trochę nam tych nakładów zazdrości. No i pisma, które kiedyś to wszystko rozkręciło.

A czy to dobrze  – abstrahując już od pana osobistych poglądów – że wśród autorów fantastycznych dominuje orientacja prawicowa? Ta jednolitość nie jest zwyczajnie nudna?

Teraz prawicowców i klerykałów nie ma w redakcji tak wielu, a na rynku pojawiła się lewicowa fantastyka, między innym Vargi. Wcześniej redakcja miała wyrazistość ideową, co jest rzeczą cenną, jeśli pamiętać czasy PRL, gdzie ludzie tak myślący nie mieli się gdzie przytulić. Nie wiem dokładnie, co pan nazywa prawicą, ale jeśli chodzi o stosunek do religii, narodu, skrobanek, do polityki wstydu w pedagogice historycznej, do polityki rządu w sprawie katastrofy smoleńskiej, to nie dam się namówić na zmianę linii.

Przyglądam się np. felietonistom „Polityki”, którzy też mają jasno sprecyzowane i wszyscy podobne poglądy, więc absolutnie nie jestem zażenowany jednością społeczno-polityczną „Nowej Fantastyki” za mojej kadencji.

Czy dzisiejsza „Nowa Fantastyka” zachowała ducha pierwszej „Fantastyki”? Co się nie zmieniło, a jakie zmiany są najbardziej widoczne? Co spowodowało, że powołał pan do życia „Czas Fantastyki”? Ambitniejsze teksty nie mogły wejść do „Nowej Fantastyki”?

Każdy dobry tekst, recenzja opowiadanie, jest wskrzeszaniem tego ducha. Zresztą stara „Fantastyka” nie była bezgrzeszna, czasem kiksowaliśmy.  W prozie zmian nie ma, ton jest wysoki, zmieniają się nazwiska. Zmieniły się recenzje, jest ich więcej i są krótsze – nie podoba mi się ten kierunek. Jest mniej science fiction, więcej fantastyki rzeczywistości, która kiedyś była trochę z natury rzeczy zakazana. „Czasu Fantastyki” nie powołałem ja, wydawca polecił mi wymyślić taki korekcyjny kwartalnik, bo uznał, że nowy bardziej popularny wizerunek pisma gubi segment rynku, który potrzebuje rzeczy głębszych. Różnica poziomów między „NF” i „CzF” jest płynna, mamy wspólnych autorów, przyjaźnimy się, wymieniamy się tekstami.

Jak się sprzedaje „Czas Fantastyki”?

No właśnie – dużo gorzej niż „NF”. To mnie skłania do pokory i wdzięczności. Bo wydawca dokłada do kwartalnika. Dobra, pisemko sprzedaje się marnie, ale ma dobre opinie.

Czy jako krytyk, publicysta zignorował pan jakieś zjawisko w polskiej fantastyce czy autora i dziś Pan tego żałuje?

Nie poznałem się na rozrywkowym opowiadaniu Anny Brzezińskiej „A kochał ją, że strach”, a ona potem dostała za nie Zajdla. Ale Anna Brzezińska drukowała u mnie inne opowiadania, właśnie problemowe. I za nie też były i Zajdle, i nominacje.

Na jakich młodych autorów fantastycznych dziś warto zwrócić uwagę? Szykują się jacyś następcy Dukaja i Sapkowskiego?

Zawsze się szykują i będą się szykować. To normalne w kraju przeżywającym tak burzliwe i  epokowe wydarzenia jak Polska. Ostatnio mam dużo radości z opowiadań Bartosza Działoszyńskiego, Ewy Bury (laureatki naszego konkursu), także Michał Cetnarowski, którego miałem za typowego krytyka, zaskoczył mnie znakomitymi tekstami, niezły okazał się ostatnio Jewgienij Olejniczak. Jest dobrze, mam co drukować, a autorzy mają gdzie – jest wydanie główne „NF”, wydanie specjalne „NF”, drukujące samą prozę, jest „CzF”, gdzie czasem pokazuję prozę eksperymentalną. W ogóle, pomijając kwestie osobniczej biologii, nie niepokoję się przyszłością.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj