Rozmowa z Michałem Urbaniakiem
Mam 21 lat
Jazzman opowiada o swoim debiucie aktorskim w „Moim rowerze” Piotra Trzaskalskiego oraz zaletach i pułapkach zawodu muzyka.
Michał Urbaniak – jeden z najwybitniejszych kompozytorów i muzyków jazzowych. Gra głównie na skrzypcach i saksofonie. Współtwórca tzw. polskiej szkoły jazzu.
ITI Cinema/materiały prasowe

Michał Urbaniak – jeden z najwybitniejszych kompozytorów i muzyków jazzowych. Gra głównie na skrzypcach i saksofonie. Współtwórca tzw. polskiej szkoły jazzu.

Janusz Wróblewski: – Biorąc pod uwagę pańską gotowość do podejmowania ryzyka artystycznego, należałoby zapytać, dlaczego tak późno zdecydował się pan zostać gwiazdą filmową?
Michał Urbaniak: – To przypadek. Wszystko wymyślili Piotr Trzaskalski z Piotrem Śliskowskim, operatorem. Siedziałem w łódzkiej Manufakturze przy kawie. Patrz – reżyser wycelował we mnie palec – to jest mój bohater. Zrobił mi też zdjęcie. Zakolegowaliśmy się, słuchając razem jazzu. Potem był scenariusz, zdjęcia próbne.

Wcześniej o aktorstwie pan nie myślał?
Nie, chociaż zawsze byłem blisko kina. 25 razy pisałem muzykę filmową. Czasami proszono mnie, żebym jako statysta powiedział na przykład w barze „na zdrowie”, i to mi w zupełności wystarczało. Lubię kino, zwłaszcza amerykańskie. Moim ulubionym aktorem jest… (zawiesza głos).

…De Niro.
Kocham go za rolę saksofonisty w „New Jork, New Jork”. Przecież to moje życie prawie. Ale nie, Nicholson. Nawet gdzieś się popisywałem, naśladując jego szyderczy uśmiech. Nie zawsze mi wychodzi. Generalnie o aktorstwie wiem mało. Zawodowcem nie byłem i nie zostanę. Ale całe życie występuję przed ludźmi, więc z tremą nie mam specjalnie problemów.

Granie muzyki to rodzaj aktorstwa?
Takie samo otwieranie duszy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj