Jak seriale kształtują gusta Polaków
Misja: transmisja
W domach Lubiczów czy Mostowiaków bywa parę milionów widzów dziennie. Scenografowie pracujący przy serialach i telenowelach meblują nie tylko plan filmowy, ale też gust przeciętnego Polaka.
W „Klanie” skórzane wypoczynki, stoliki z blatem z ciemnego szkła, i nigdy, przenigdy, nie pija się herbaty ze szklanek, tylko w filiżankach z białej porcelany.
Karina Szymczuk/W-Impact/TVP

W „Klanie” skórzane wypoczynki, stoliki z blatem z ciemnego szkła, i nigdy, przenigdy, nie pija się herbaty ze szklanek, tylko w filiżankach z białej porcelany.

W „M jak miłość”, u młodszej generacji Mostowiaków, wyrzucono stare lakierowane i sztuczne, wystawiono nielakierowane i naturalne, i co się dało poukrywano w szufladach.
Marta Gostkiewicz/TVP

W „M jak miłość”, u młodszej generacji Mostowiaków, wyrzucono stare lakierowane i sztuczne, wystawiono nielakierowane i naturalne, i co się dało poukrywano w szufladach.

W „Przepisie na życie”, serialu dla wielkomiejskiej młodszej widowni, dominuje czerń i biel, uporządkowany świat z czerwoną kanapą.
Karolina Karwan/EAST NEWS

W „Przepisie na życie”, serialu dla wielkomiejskiej młodszej widowni, dominuje czerń i biel, uporządkowany świat z czerwoną kanapą.

Gdy startował serial „Klan”, w polskich domach królowały nadal meblościanki na wysoki połysk, a synonimem luksusu był styl cepeliowski. Tak też wyglądał pierwszy salon doktorostwa Lubiczów: drewniane, ciężkie góralskie meble, ciemna boazeria, kominek z czerwonej cegły, kute metalowe balustradki. Już się czuło, że to passé, ale nie bardzo było wiadomo, skąd czerpać wzorce.

Jako pierwsze przyjęły się styl kolonialny, kojarzący się z niedostępnym jeszcze wówczas egzotycznym światem, i rustykalny, napędzany tęsknotą za szlacheckim dworkiem, podstawowym archetypem domu funkcjonującym w polskiej mentalności. A potem, wraz z pojawieniem się wielkich sklepów wnętrzarskich, spadła na Polaków obfitość, w której do dziś nie wszyscy mogą się połapać.

Kiedy Oliwia Orlińska, scenografka „Klanu”, przystąpiła do domowej rewolucji u Lubiczów, wyrzuciła całą cepelię i postawiła na styl kolonialny. Zamiast świeczników à la Księstwo Warszawskie – proste szkło, zamiast dzbanków siwaków – patery na owoce. Ale przede wszystkim postawiła na przestrzeń, bo wcześniej klasyczny dom polski to był zbiór ciasnych klitek. Wyburzyła ściany i stworzyła otwartą kuchnię. Ten trend się przyjął. Polacy polubili łączone z salonem kuchnie, w których kobiety przestały się czuć jak w więzieniu. Przy czym do niedawna w tych kuchniach błyszczały świeżo nabyte wypasione lodówki czy zmywarki. Teraz raczej jest tendencja, by je schować w zabudowie; polskie apetyty w kwestii AGD zostały z grubsza nasycone. U Lubiczów też już zabudowali.

– Nie postrzegam tego, co robię, jako misji, ale presję czuję – przyznaje Oliwia Orlińska. – Kiedy na stole bohaterki granej przez nieżyjącą już Marię Dobrowolską pojawił się szydełkowy obrus, przyszła masa listów z prośbą o wzór. Ludzie kopiują to, co widzą na ekranie, dlatego staram się proponować rzeczy estetyczne.

W wielkanocnej święconce u Lubiczów zamiast plastikowej tandety z Chin baranek ma być z porcelany. Na Boże Narodzenie u Grażynki, w domu, gdzie są dzieci, choinka może być przaśna, z ręcznie robionymi słomianymi aniołkami, ale u doktorostwa musi być dizajnerska; na przykład granatowo-srebrna albo czerwono-złota. Przy stole nie używa się papierowych serwetek, lecz wyłącznie z materiału, i nigdy, przenigdy, nie pija się herbaty ze szklanek, tylko w filiżankach z białej porcelany. U Grażynki ewentualnie w ceramicznych kubkach.

Serialową rzeczywistość kreuje się w bardzo przemyślany sposób. Ma być lepsza niż naprawdę, ale w zasięgu marzeń przeciętnego Polaka, tak by nie onieśmielała, nie wywoływała poczucia obcości.

Z polskich wnętrz zniknęły w końcu meblościanki, zastąpiły je komody i witrynki à la antyk, kryte drewnianą okleiną; najpierw ściągane z niemieckich czy holenderskich graciarni, teraz produkowane już także u nas. Do tego skórzane wypoczynki, stoliki z blatem z ciemnego szkła i metalowymi wykończeniami, tapicerowane niby-zamszowe krzesła. Współczesna „meblościanka” to styl na bogato i niedrogo.

– Polski paździerz, czyli aspirująca tandeta – ocenia Monika Jagodzińska, dekoratorka w serialu „M jak miłość”. Jeśli miałaby jakoś określić swoją misję estetyczną, to jest to promocja naturalnych materiałów. Rok temu dostała zadanie przemeblowania wnętrza u Marty Mostowiak, prawniczki granej przez Dominikę Ostałowską, i wymieniła wszystko, co sztuczne, na nielakierowane drewno, skórę, len.

– To się podoba, ale ciężko przyjmuje – twierdzi. – Wiele razy słyszałam od znajomych, jaką mam cudowną, surową drewnianą podłogę. Ale kiedy sami się urządzają, kładą panele i kafle, bo łatwo przelecieć je mopem i z głowy. Dlatego też z polskich domów znikają książki. Kurzą się.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj