Recenzja gry: Kentucky Route Zero
Piękna halucynacja
Realizm magiczny w wysmakowanej oprawie wizualnej.
materiały prasowe

Co za przepiękna halucynacja! Zaplanowany na pięć epizodów „Kentucky Route Zero” już w pierwszym akcie przyprawia o dreszcze. Zapowiada się na festyn subtelnych niesamowitości, rozpięty gdzieś między Lynchem, Learym a Marquezem, do którego autorzy – Jake Elliott i Tamas Kemenczy, czyli offowe studio Cardboard Computer – odwołują się wprost. Imię psa protagonisty, Homer, też chyba nie od rzeczy, bo „Kentucky Route Zero” puszcza oko i do widzów „Zagubionej autostrady”, i do czytelników „Odysei”. Rozwożący po Kentucky antyki kierowca ciężarówki gubi drogę, trafia na dziwną stację benzynową Equus Oils w kształcie – a jakże – wielkiej głowy konia. W jej podziemiach spotyka postacie niemożliwe. Skierowany zostaje na trasę Route Zero, która być może istnieje, a być może istnieje cel, do którego zdąża... Realizm magiczny w wysmakowanej oprawie wizualnej.

 

Kentucky Route Zero, Cardboard Computer, PC, Mac, Linux

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj