Jak Hollywood z Supermenem wojowało
Superman kontra Hollywood
Historia powrotu Supermana na wielki ekran to temat na niezły film sensacyjny.
Henry Cavill jako nowy Superman w „Człowieku ze stali”.
Warner Bros. Pictures/Supplied by LMK/Medium

Henry Cavill jako nowy Superman w „Człowieku ze stali”.

Jest szybszy od pędzącego pocisku, silniejszy od rozpędzonej lokomotywy, potrafi przeskoczyć najwyższy budynek, w tym roku kończy zaś 75 lat. Czego najstarszy, najpotężniejszy i wciąż najbardziej rozpoznawalny spośród komiksowych herosów mógłby sobie życzyć? Być może kolejnej młodości, którą mógłby zagwarantować mu wchodzący właśnie na ekrany „Człowiek ze Stali” Zacka Syndera. Albo świętego spokoju, bo po tym, co w ciągu ostatnich dwóch dekad przeszedł za sprawą hollywoodzkich producentów, każdy miałby prawo mieć wszystkiego serdecznie dość.

Pierwsze kroki Supermana w Fabryce Snów bynajmniej nie zwiastowały późniejszych problemów. Jak na pioniera przystało, również na srebrnym ekranie przecierał ścieżki dla mających iść w jego ślady pozostałych herosów. Choć powszechnie uważa się, że boom na ekranizacje komiksów zawdzięczamy „Batmanowi” Tima Burtona z 1989 r., pierwszym powstałym na podstawie historii obrazkowej kinowym blockbusterem był o 11 lat starszy „Superman” w reżyserii Richarda Donnera. Zarobione w 1978 r. 300 mln przekłada się mniej więcej na współczesny miliard dolarów, co jest imponującym wynikiem.

Dalej, niestety, było już tylko gorzej, każda kolejna część serii zarabiała mniej, aż do żenującego (artystycznie i komercyjnie – w USA film zarobił ledwie 15 mln dol.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj