Paul McCartney w Polsce
Paul zawodowiec
Warszawski koncert Paula McCartneya to wydarzenie nie tylko dla starych beatlemaniaków. Artysta, który wystąpi 22 czerwca na Stadionie Narodowym, ma olbrzymi wkład w historię światowej popkultury, choć jego droga twórcza nie była pasmem samych sukcesów.
McCartney w Belo Horizonte w Brazylii, maj 2013 r.
MPL Communications Ltd/materiały prasowe

McCartney w Belo Horizonte w Brazylii, maj 2013 r.

Paul McCartney przywitał ten rok naprawdę mocnym akcentem. W filmie dokumentalnym „Sound City” Dave’a Grohla, byłego perkusisty zespołu Nirvana (premiera odbyła się w lutym br.), nagrywa w studiu i odtwarza na scenie napisaną wspólnie z Grohlem piosenkę „Cut Me Some Slack”. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że gra cały skład Nirvany (obok Grohla – Krist Novoselic i Pat Smear), piosenka utrzymana jest w wybitnie grunge’owym klimacie, a grający na basie McCartney śpiewa jak… Kurt Cobain. Nikt nie ma wątpliwości, że 72-letni sir Paul może wszystko.

Tę opowieść trzeba jednak zacząć od początku, czyli od Beatlesów. I od fenomenu spółki autorskiej Lennon-McCartney. Byli z Lennonem jak dopełniające się połówki jabłka, odwzorowane na winylach płyt produkowanych w ich wspólnej wytwórni Apple. Ale też jak skłóceni ze sobą bracia syjamscy. Najsłynniejszy tandem w dziejach muzyki popularnej do dziś zdumiewa nie tylko kreatywnością i produktywnością (w ciągu niespełna siedmiu lat napisali wspólnie 180 piosenek), ale także osobliwością wzajemnych relacji. Biografowie obu Beatlesów wiele miejsca poświęcili w swoich książkach ich kłótniom, wzajemnym oskarżeniom, walce o dominację w zespole. Zarówno Philip Norman w „John Lennon. Życie”, jak i Peter Ames Carlin w biografii McCartneya podkreślają dość groteskową niekiedy symetrię tych rywalizacyjnych zachowań.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj