Rozmowa z izraelskim reżyserem filmowym Arim Folmanem
Gra na dwóch maszynach
Lem się nigdy nie zestarzeje. Jestem dumny, że moja adaptacja „Kongresu futurologicznego” została zaakceptowana przez rodzinę Lema, mimo że nie jest zbyt wierna literackiemu pierwowzorowi - mówi Ari Folman.
Aktorka Robin Wright gra w „Kongresie” samą siebie - słynną aktorkę.
Bernd Spauke/materiały prasowe

Aktorka Robin Wright gra w „Kongresie” samą siebie - słynną aktorkę.

Janusz Wróblewski: – Uważa pan Stanisława Lema za jednego z najwybitniejszych pisarzy na świecie, dlaczego?
Ari Folman: – Głębia prozy Lema jest niesamowita. Jego powieści funkcjonują na wielu poziomach. Jako fikcje literackie z atrakcyjnymi fabułami. Jako błyskotliwe, często zabawne alegorie. Traktaty filozoficzne. Weźmy „Kongres futurologiczny”. Książka została napisana pod koniec lat 60. ubiegłego wieku jako metafora zniewolenia w epoce komunizmu. Chociaż rzecz dotyczy peerelowskiej rzeczywistości, z oczywistych względów Lem przeniósł jej akcję gdzieś w głąb Ameryki Południowej, do nieistniejącej miejscowości Costaricana. Tam bohater Ijon Tichy zostaje poddany praniu mózgu. Kopiąc głębiej, dojdziemy do wniosku, że jest to historia o poszukiwaniu tożsamości. Człowiek traci kontrolę nad swoimi myślami, marzeniami, nad duszą i ciałem. Jest to również opowieść o wolności. Lecz rozumianej szerzej, nie tylko w kategoriach politycznych. O swobodzie dokonywanych wyborów.

Lem opisał rzeczywistość wirtualną, Internet, elektroniczne czytniki książek, gry komputerowe, iPhone’y na długo, zanim pojawiły się w naszym życiu.
Był profetą. Przewidział nie tylko nowe wynalazki i kierunek rozwoju technologicznego. Ale przedstawił również ponurą wizję chemiczno-farmakologicznych manipulacji, których ludzkość pada obecnie ofiarą.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj