Rozmowa z mistrzem kryminału Henningiem Mankellem
Nie tęsknię za Wallanderem
Rozmowa z mistrzem kryminału Henningiem Mankellem o jego książkach i przodku, który walczył o polską niepodległość.
„Jeśli mamy coś ważnego do powiedzenia, powinniśmy  zrobić to w sposób dostarczający rozrywki”.
Wikipedia

„Jeśli mamy coś ważnego do powiedzenia, powinniśmy zrobić to w sposób dostarczający rozrywki”.

Cezary Polak: – Czy wie pan, że postawiono panu w Polsce pomnik?
Henning Mankell: – (śmiech) Proszę nie żartować!

Nie w sensie materialnym. Co drugi nasz autor deklaruje, że pańskie powieści są dla niego wzorcem z Sèvres pisania kryminałów. Przekonał pan Polaków, że kryminał może być świetnym medium do opowieści o ważnych problemach społecznych i egzystencjalnych.
Zdaję sobie sprawę, że stałem się czymś w rodzaju lokomotywy dla wielu pisarzy, i uważam, że to wspaniałe, jeśli kogoś zainspirowałem w Polsce. Myślę, że z powodzeniem można by napisać kryminał osadzony w realiach najnowszej historii Polski, np. w trakcie wydarzeń grudniowych w Gdyni. Reżim posługiwał się przemocą, dochodziło do przestępstw.

U nas kryminał jeszcze niedawno uchodził za konfekcję, literaturę drugiego sortu.
Nigdy nie rozumiałem jego deprecjonowania. Kiedy jestem pytany o moje inspiracje, zwykle przywołuję dramat antyczny, pełen zbrodni i kontekstów ukazujących społeczne sprzeczności. Dla przykładu „Medea” – opowieść o kobiecie, która dopuszcza się zbrodni z zazdrości o męża. Jeśli to nie jest literatura kryminalna, to co nią jest?

Biblia też jest pełna opowieści o zbrodniach.
Naturalnie. Ludzi zawsze interesowało przyglądanie się społeczeństwu odbitemu w lustrze zbrodni.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj