Zapamiętane z Kilara
Na filmowej ścieżce
Zmarły niedawno kompozytor Wojciech Kilar lekceważył swoją twórczość dla filmu. A zostawił w tej dziedzinie dzieła naprawdę wybitne.
Wojciech Kilar był w tym pokoleniu jedynym twórcą, który zajął się filmem na samym niemal początku działalności i do końca nie przestał tworzyć muzyki filmowej.
Wojciech Druszcz/Reporter

Wojciech Kilar był w tym pokoleniu jedynym twórcą, który zajął się filmem na samym niemal początku działalności i do końca nie przestał tworzyć muzyki filmowej.

Historia zatoczyła koło. Dziś kompozytorzy tacy jak Krzesimir Dębski czy Maciej Zieliński bardzo sobie cenią pracę dla filmu, uprawiając też równolegle twórczość własną, ale nie wywyższając żadnego z gatunków. Abel Korzeniowski, dawny student Krzysztofa Pendereckiego, postanowił poświęcić się w pełni filmowej profesji i przeprowadził się nawet w tym celu do Los Angeles. Także przed II wojną światową działali w kraju znakomici specjaliści od muzyki filmowej; niektórzy z nich z czasem wylądowali w Hollywood, jak Henryk Wars czy pierwszy polski laureat Oscara Bronisław Kaper.

Po wojnie stosunek do muzyki filmowej i w ogóle użytkowej był w Polsce nieco inny. Pisali ją niemal wszyscy kompozytorzy, ale nie traktowali jej serio, lecz wyłącznie jako źródło zarobku, za właściwą swoją twórczość uznając jedynie tę ambitną, autonomiczną. Witold Lutosławski miał na koncie niewiele filmów, skupiał się raczej na muzyce pedagogicznej. Jednak gdy tylko zaczął lepiej zarabiać na poważnych utworach, z przyjemnością zrezygnował z tych zajęć. Pisywali też dla filmu wspaniali dyrygenci: Jan Krenz (pamiętna muzyka do „Kanału” Andrzeja Wajdy) i Andrzej Markowski, który obok Włodzimierza Kotońskiego był jednym z pierwszych twórców muzyki filmowej wykorzystujących elektroniczne źródła dźwięku w powstałym w 1957 r.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj