Sztuka stosunków polsko-tureckich
Polak, Turek – dwa bratanki…
W tym roku mija 600 lat od nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Turcją. Polacy przygotowali się do tej fety wyjątkowo starannie, przynajmniej na gruncie sztuki.
Widzowie na polsko-tureckiej wystawie sztuki
materiały prasowe

Widzowie na polsko-tureckiej wystawie sztuki

Dla 99 proc. Polaków historia stosunków Polski z imperium otomańskim ma tylko jedną twarz: zwycięstwa króla Sobieskiego pod Wiedniem. Coś więcej? Wątpię. Tymczasem w tym roku mija 600 lat od nawiązania stosunków dyplomatycznych między obydwoma krajami i - jak policzyli skwapliwi badacze - na ścieżce wojennej pozostawaliśmy zaledwie przez lat 30, a pozostałe 570 upłynęło w neutralności, pokoju, a niekiedy nawet w wielkiej przyjaźni, utrwalanej wręczaniem sobie nawzajem (przez władców, rzecz jasna) cennych podarunków . Mało tego, okazuje się, że byliśmy pierwszym europejskim krajem, który wymienił z Turcją oficjalnych ambasadorów. 

W sumie więc to niezła okazja, by poświętować i trzeba przyznać, że Polacy przygotowali się do tej fety wyjątkowo starannie. Głównie w dziedzinie kultury. Na ten rok zaplanowano ponad 100 artystycznych projektów, którymi uraczymy Turków. Nad Bosfor i okolice wysyłamy okazałą reprezentację naszych twórców na czele z Krzysztofem Pendereckim, Grzegorzem Jarzyną, Piotrem Anderszewskim, Sinfonią Varsovią. A także zorganizowano retrospektywę wszystkich filmów Krzysztofa Kieślowskiego i wiele innych.

Na uroczystą inaugurację wybrano jednak wystawę o wdzięcznym tytule „Dalekie sąsiedztwo – bliskie wspomnienia”. Wieczorem 6 marca otworzyli ją w pięknie położonym muzeum Sakip Sabanci zgodnie prezydenci obu krajów, co spowodowało spory paraliż komunikacyjny w północnej części Stambułu. Idea wystawy była prosta: pokazać w Turcji najcenniejsze zabytki, które mają związek z tym krajem, a które zachowały się w naszych bibliotekach, muzeach, archiwach.  Zamysł nieco ryzykowny, przypominający przysłowiowe wożenie drzewa do lasu, albowiem własnych skarbów z przeszłości mają nad Bosforem co niemiara. A jednak wydaje się, że wystawa zaciekawiła Turków, a szefowa muzeum szacuje, że może ją odwiedzić nawet 80 tys. osób. Przypomnę, że to więcej, niż wynosiła najwyższa frekwencja na muzealnej wystawie w Polsce w 2013 roku.

Trzeba przyznać, że ekspozycja – choć zaaranżowana „po bożemu”, czyli w układzie chronologicznym, może się podobać. Są tu tkaniny, kobierce i szaty paradne. Broń wszelakiego rodzaju. Obrazy i grafiki. Nieco wyrobów rzemiosła artystycznego i sporo dokumentów. I kilka prawdziwych perełek, jak choćby pochodząca z XVI wieku butla skórzana, zwana matarą, jedna z czterech zachowanych po dziś dzień (z czego żadna nie znajduje się w Turcji).  Czy przepięknie kaligrafowane dokumenty, których przegląd otwiera traktat pokojowy podpisany przez Kazimierza Jagiellończyka z sułtanem Beyezidą w 1489 roku. A wszystko to wyszperane w 36 placówkach, od największych muzeów i archiwów państwowych, po kościoły w Klwowie, Kościelcu Pińczowskim czy Szczepanowie.

W całoroczną prezentację naszej kultury nad Balatonem weszliśmy więc z rozmachem i efektownie. A jednak w tym celebrowaniu okrągłej rocznicy zabrakło mi dwóch rzeczy.  Przede wszystkim symetrycznego zainteresowania nią ze strony tureckiej, która mogłaby podobnie zaprezentować się w Warszawie. Na przykład pokazując, jakie polonica przechowały się  u nich, a jeśli nie, to prezentując choćby własne skarby. Niestety, wygląda na to, że tylko Polacy przejawiają chęć do kulturalnej inwazji na Turcję. Bez wzajemności.

Po drugie, marzyłaby mi się wystawa, najlepiej przygotowana i pokazywana w obu krajach, na której by zebrano wszystko to, co pochodziło z drugiego kraju, a odcisnęło piętno na życiu codziennym, modach, obyczajach, języku, ale też literaturze czy filmie. Dawniej i współcześnie. Także wzajemne postrzeganie się narodów, uprzedzenia, stereotypy. Zapewne większe były to wpływy Turcji w Polsce niż odwrotnie, ale kto wie? Może uważni badacze znaleźliby też i oddziaływania w drugą stronę.  Wszak mieliśmy niezgorszą  popowstaniową emigrację nad Bosfor w XIX wieku. Może coś z niej się ostało? Wysoka kultura jest niewątpliwie najbardziej szlachetną wizytówką, ale czasami może też warto sięgnąć po coś bardziej prozaicznego, a przecież fascynującego?

 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj