Nowozelandzkie studio filmowe konkurencją dla Hollywood
Od startu do Wety
Zamiast płacić podwykonawcom, reżyser filmowy Peter Jackson inwestował w zespół. I tak w Nowej Zelandii zbudował konkurencję dla Hollywood. Co się stanie z nową Fabryką Snów po zakończeniu sagi o Hobbicie?
Peter Jackson, reżyser Tolkienowskiej trylogii
Universal/Courtesy Everett Collection/EAST NEWS

Peter Jackson, reżyser Tolkienowskiej trylogii

Ulokowane w Wellington, stolicy Nowej Zelandii, siostrzane studia Weta Workshop i Weta Digital do 2000 r. pochwalić się mogły pracą przy kilku lokalnych produkcjach, z których najbardziej znanymi były seriale „Herkules” i „Xena: Wojownicza księżniczka”. Dzisiaj na ich półkach stoi kilka Oscarów, zatrudniają setki ludzi i przygotowują efekty specjalne do największych kinowych hitów, jak „Godzilla” czy „Batman v Superman: Dawn of Justice”. Czuwali też nad stroną wizualną dwóch trylogii w reżyserii Petera Jacksona: „Władcy Pierścieni” i „Hobbita”, którego ostatnia część, „Bitwa pięciu armii”, do kin w Polsce wchodzi 25 grudnia.

Wszystko zaczęło się od odrobiny lenistwa, dużej dozy wygodnictwa i podobno bardzo nowozelandzkiego podejścia: Po co mamy komuś za to płacić? Zróbmy to sami. Peter Jackson od siebie dorzucił zaś lojalność zawodową – gdy już raz zatrudnił kogoś do projektu i ten ktoś się sprawdził, miał pewność, że będzie pracował z nowozelandzkim reżyserem również przy kolejnych filmach.

Na początku byli tylko Richard Taylor i Tanya Rogers, którzy w 1987 r. założyli studio RT Effects specjalizujące się w praktycznych (niekomputerowych) efektach specjalnych. Ich największym zleceniem była praca przy tworzeniu lalek do telewizyjnego show „Public Eye”, czyli czegoś w rodzaju nowozelandzkiej wersji naszego „Polskiego zoo”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj