Kawiarnia literacka
Grudzień, który jest
W 34 roku życia, z przyczyn niezależnych, po raz pierwszy spędzam Boże Narodzenie poza domem, w mieście, w którym mam poczucie braku przynależności. Święta stały się przez to dziwnie niematerialne.

Zwykle już od końcówki listopada – jak wszyscy – zachodzę w głowę, co komu kupić w prezencie, jak opakować, czy rok lub dwa lata temu danej osobie nie dałem czegoś podobnego; chodzę po sklepach, z tygodnia na tydzień tłoczniejszych, przerzucam płyty i książki, wypatruję cacek na pchlich targach, przeglądam aukcje internetowe. Prezenty piętrzą się na stoliku, skreślam kolejne nazwiska z listy, ale o kolejnych sobie przypominam i dopisuję. To samo z kartkami: niemalże co roku rysuję świątecznego anioła, po czym pracowicie wyklejamy z Piotrem pół setki kart, adresujemy tyleż kopert, wypisujemy życzenia, niesiemy plik listów na pocztę. A tu – nic z tego, na żadną z poczt miejscowych niczego nie zaniosę, uliczna ekscytacja nie robi na mnie większego wrażenia. Mam alibi. Wyjechałem, nie ma mnie do odwołania.

Tymczasem gdzie jak gdzie, ale w Wiedniu, europejskiej stolicy bożonarodzeniowego szmelcu, świąteczny obłęd osiąga prawdziwe szczyty.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj