Odeszła Danuta Szaflarska. Miała 102 lata
Wiek nie gra roli
Zmarła Danuta Szaflarska, jedna z największych gwiazd polskiego filmu. Miała 102 lata.
Danuta Szaflarska
Krzysztof Kuczyk/Forum

Danuta Szaflarska

Danura Szaflarska była świadkiem historii i jednocześnie wielką rzeczniczką życia.
Zbigniew Furman/Reporter

Danura Szaflarska była świadkiem historii i jednocześnie wielką rzeczniczką życia.

„Między nami dobrze jest”, reż. Grzegorz Jarzyna, 2014 r.
materiały prasowe

„Między nami dobrze jest”, reż. Grzegorz Jarzyna, 2014 r.

W garderobie Teatru Dramatycznego, 1968 r.
Zbigniew Matuszewski/PAP

W garderobie Teatru Dramatycznego, 1968 r.

„Zakazane piosenki”, reż. Leonard Buczkowski, 1946 r.
Archiwum Filmu/Forum

„Zakazane piosenki”, reż. Leonard Buczkowski, 1946 r.

„Warszawska premiera”, reż. Jan Rybkowski, 1951 r.
Archiwum Filmu/Forum

„Warszawska premiera”, reż. Jan Rybkowski, 1951 r.

Była jedną z pierwszych powojennych gwiazd filmowych. Widzowie pokochali ją m.in. za role w „Zakazanych piosenkach”, „Skarbie” i „Pora umierać”. Kariera Szaflarskiej trwała prawie 80 lat. Na koncie miała ok. 100 ról teatralnych i to właśnie teatr pozostał jej największą miłością. Mówiła, że występowanie na jego deskach jest dla niej jak narkotyk, jak nieuleczalna choroba.

Oficjalnie zakończyła swoją karierę w listopadzie 2016 r. w związku z pogarszającym się stanem zdrowia. 6 lutego 2017 r. obchodziła 102. urodziny.

Tak o Danucie Szaflarskiej pisała Aneta Kyzioł w lutym 2015 roku, kiedy aktorka kończyła sto lat:

„Ludzie często mnie pytają, co robić, aby tak długo żyć? Nie wiem. Ja niczego specjalnego nie robię. Po prostu kocham życie we wszystkich jego barwach, odcieniach i cieniach. Życie jest cudem. Zawsze” – mówiła „Dziennikowi Teatralnemu”, odpowiadając na ponawiane regularnie od dziesięcioleci pytanie o jej przepis na długowieczność. Gdzie indziej tłumaczyła: „Najtrudniejsze dla kobiety jest, jak kończy trzydzieści lat, bo wtedy wie, że opuszcza młodość. Tak stało się ze mną. A potem to już była tylko zabawa! 50, 70, 90!”.

Media świętowały jej 90-lecie, 95-lecie, a potem już co rok, kolejne urodziny, obchodzone zresztą przez jubilatkę podwójnie. Urodziła się bowiem 6 lutego 1915 r., ale w dokumentach ma zapisaną datę o dwa tygodnie późniejszą, co z wrodzonym poczuciem humoru tłumaczy góralskim temperamentem ojca, który hucznie i długo świętował z sąsiadami narodziny córki, zanim dotarł do odpowiednich urzędów.

Z takim samym humorem podchodzi do świętowania setnych urodzin. – Opowiada o zalewie urodzinowych życzeń, śmiejąc się, że ma ochotę uciec, bo czuje się jak na własnej stypie – mówi Jacek Bławut, reżyser filmu „Jeszcze nie wieczór”, kręconego w 2008 r. w Domu Artystów Weteranów w Skolimowie z emerytowanymi gwiazdami polskich scen, i przyjaciel aktorki. – Jej się nie odbiera wiekowo, z nią się rozmawia jak z koleżanką. Nie gada o chorobach, nie marudzi, dużo się śmieje. Na imprezie, którą zorganizowała dla niej macierzysta scena, TR Warszawa, prosiła o ograniczenie oficjalnych wystąpień i odczytywania okolicznościowych telegramów. Zamiast tego były tańce. A najbardziej ucieszyła się z niespodzianki – góralskiej orkiestry z rodzinnych okolic, śpiewającej zabawne kuplety o 300-letniej aktorce.

Liryczna góralka

Gdy się urodziła, trwała pierwsza wojna światowa. W jej wspomnieniach jednak jej nie ma, jest za to rajska górska wioska Kosarzyska koło Piwnicznej i szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo w kochającej rodzinie wiejskich nauczycieli, chodzenie na bosaka, moczenie nóg w górskich potokach, nurzanie się w pachnących łąkach. Wygnanie z raju dzieciństwa przyspieszyła nagła śmierć ojca i przymusowa przeprowadzka do Nowego Sącza. Ale Kosarzyska to fundament, na którym aktorka zbudowała swój system wartości i stosunek do świata.

– Wtedy to były Austro-Węgry, tam panowała zupełnie inna atmosfera niż w pozostałych zaborach, tam się chciało żyć – uważa Izabella Cywińska, reżyserka przedstawień z udziałem Szaflarskiej. – To, razem z góralskim pochodzeniem Danusi, decyduje chyba o jej pogodnym charakterze. Po latach, już jako uznana aktorka, Szaflarska pobudowała w Kosarzyskach chatę. – Mówi o tym domu z miłością, lubi opowiadać, jak go budowała, jak dbała, żeby użyto odpowiedniego gatunku drewna – wspomina Cywińska. – Jest fenomenalnym połączeniem myślenia o przeszłości i przyszłości. Pielęgnuje korzenie, czerpie z dzieciństwa, ale też wciąż patrzy w przyszłość, snuje plany.

Miała dwóch mężów, pierwszym był pianista Jan Ekier (zmarł w ubiegłym roku, w wieku 101 lat), drugim – spiker radiowy Janusz Kilański. Ma dwie córki, dwoje wnuków i prawnuczkę. Jednak to praca zawsze była dla niej najważniejsza. O małżeństwach mówi: „Nie lubiłam wychodzić za mąż”, o rozwodach – że mężowie oczekiwali, iż będzie kurą domową, do czego się nie nadaje. Janowi Ekierowi na sugestię, że mogą zostać razem, jeśli ona rzuci scenę, odpowiedziała, że tylko wtedy, gdy on rzuci granie. Córki wiodły z nią cygańskie życie: w garderobach, w objazdach po Polsce. Obie mają zdolności artystyczne, starsza, urodzona podczas wojny, jest graficzką, młodsza konserwatorką zabytków.

– Ona zawód kocha – tłumaczy Barbara Horawianka, aktorka, przyjaciółka i sąsiadka Szaflarskiej. – Żeby nie wiem na jaki temat zaczęło się z nią rozmawiać, zawsze w końcu zejdzie na teatr. Chętnie opowiada, jak tę rolę robiła, jak inną, jak się kłóciła z reżyserem i go przekonała do swojej koncepcji. Opowieści o tym, jak nie dawała sobie w kaszę dmuchać, krąży wiele.

Pierwsza – jeszcze ze szkoły teatralnej. Gdy się dowiedziała, że Aleksander Zelwerowicz przepuścił ją na drugi rok w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej warunkowo, z dopiskiem „za małe oczy”, złapała go na schodach i skrzyczała: Co to za komentarz, co ma zrobić, rozciąć sobie oczy, rozciągnąć? Uśmiechnął się i doradził, żeby na scenie łapała wzrokiem reflektory, wtedy ich błysk powiększy optycznie oczy. Siedem dekad później to właśnie z oczu zrobi swój największy atut w filmie „Pora umierać” Doroty Kędzierzawskiej. Gra samotną, pyskatą staruszkę w wielkim domu. Jedną z jej ulubionych scen jest ta w gabinecie lekarskim, gdzie na nieuprzejme polecenie lekarki: „Niech się rozbierze i położy”, jej bohaterka odpowiada: „Niech się pocałuje w dupę”. W czasie powstania warszawskiego nakrzyczała na Niemców, którzy, zaskoczeni, wypuścili ją z łapanki. „Obejdzie się. Mogę żyć z narzeczonym bez ślubu” – odpowiedziała księdzu, który w 1941 r. nie chciał dać jej ślubu bez zapowiedzi, czyli paru tygodni czekania. Stanęło na natychmiastowym „ślubie dla konających”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj