szukaj
Po co wprowadzać opłaty od czystych nośników
Twórcze strzyżenie
Od kiedy pojawiły się smartfony i tablety, każdy egzemplarz utworu może być wielokrotnie powielany i wykorzystywany bez jakiejkolwiek kontroli.
Fanatic Studio/Getty Images

Od kiedy pojawiły się smartfony i tablety, każdy egzemplarz utworu może być wielokrotnie powielany i wykorzystywany bez jakiejkolwiek kontroli.

Prof. dr hab. Janusz Fogler jest przewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.
Tadeusz Późniak/Polityka

Prof. dr hab. Janusz Fogler jest przewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

Całe zło zaczęło się w 2003 roku od lobbingu wielkich użytkowników coraz bardziej wpływających na kierunki wprowadzanych zmian prawa oraz wysokości opłat należnych od producentów i importerów sprzętu kopiującego. Od kiedy pojawiły się smartfony i tablety z rozrastającą się liczbą funkcji i nieograniczonymi możliwościami współpracy z peryferyjnymi urządzeniami cyfrowymi, każdy egzemplarz utworu wprowadzony do obrotu – czy to poprzez sprzedaż nośnika, czy poprzez nadanie, reemisję lub dostępny w portalu internetowym – może być  wielokrotnie powielany i wykorzystywany bez jakiejkolwiek kontroli. Twórcy, artyści wykonawcy, producenci i wydawcy nie są w stanie w takich warunkach zabezpieczyć swoich słusznych interesów. Dodajmy do tego, że dziś cyfrowa kopia pozwala zreplikować i odtworzyć każdy utwór na poziomie odpowiadającym parametrom oryginału.

***

Kwestię charakteru prawnego opłat reprograficznych rozważał Trybunał Konstytucyjny w październiku 2011 roku, uznając za konieczne ustalenie natury prawnej opłat w kontekście celów i funkcji, jakie pełnią organizacje zbiorowego zarządzania. Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego regulacje prawne między producentami i importerami urządzeń reprograficznych, zobowiązanymi na podstawie prawa autorskiego do opłat na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania, należą do sfery stosunków prywatnoprawnych, wobec czego opłaty te stanowią zobowiązanie cywilnoprawne i nie są jakimkolwiek rodzajem daniny publicznej. Trybunał stwierdził, że jest to szczególnego rodzaju wynagrodzenie wynikające ze zobowiązania cywilnoprawnego.

Opłata ta stanowi dla twórców i wydawców rekompensatę, której wielkość jest funkcją korzyści wynikających ze skali sprzedaży określonych ustawowo urządzeń i nośników. I nie chodzi tutaj o ochronę praw twórców do utworów, lecz o doprowadzenie do pewnego stanu równowagi gospodarczej w sytuacji dopuszczenia do zwielokrotniania rozpowszechnionych utworów na własny użytek osobisty. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w orzeczeniu z dnia 5 marca br. stwierdził też wyraźnie, iż zważywszy na praktyczne trudności dotyczące zidentyfikowania użytkowników prywatnych oraz zobowiązania ich do wynagrodzenia podmiotom praw autorskich wyrządzanej przez nich szkody, państwom członkowskim wolno ustanawiać godziwą rekompensatę w postaci opłaty reprograficznej obciążającej nie konsumentów, ale podmioty, które produkują lub handlują sprzętem, urządzeniami i nośnikami zwielokrotniania cyfrowego lub świadczą na rzecz tych osób usługi zwielokrotniania.              

W ramach takiego systemu to na producentach i importerach tego sprzętu, urządzeń i nośników ciąży obowiązek uiszczenia opłaty reprograficznej. Jednakże wilk wciąż kombinuje, jak urządzić życie owcom. ZIPSEE domaga się od organizacji zbiorowego zarządzania transparentności, którą stosujemy od lat. Chce poznać nasze dokumenty oraz bilanse, które są również od lat upubliczniane. Zresztą wiemy, że je ogląda, bo wciąż przekłamuje zawarte w nich dane.

Może warto w tym miejscu powiedzieć, czego dopracował się ZAiKS przez blisko sto lat pracy wielu pokoleń twórców. Uczynię to w kilku zdaniach, bo przecież powstało na ten temat sporo książek i filmów. Poinformuję, zwłaszcza młodych internautów, że mieścimy się w pierwszej 20 najlepiej zarządzanych i najbardziej efektywnych organizacji, spośród 233 działających na świecie. Tak nas klasyfikuje CISAC, czyli Międzynarodowa Konfederacja Związków Autorów i Kompozytorów z siedzibą w Paryżu.

Permanentnie jesteśmy kontrolowani przez różne urzędy (UKS, UOKiK, ZUS). Płacimy rocznie blisko 130 mln złotych podatków (PIT, CIT i VAT). Również minister kultury ma szerokie uprawnienia kontrolne dotyczące finansów, sposobów zarządzania i sprawdza, czy nasza działalność jest zgodna z prawem oraz regułami zbiorowego zarządu. Ostatnia kontrola ministra trwała 6 miesięcy. Kontroluje nas także CISAC. Celem kontroli tej organizacji jest z kolei sprawdzanie stosowania standardów obowiązujących na całym świecie, czyli tzw. zasad zawodowych. I tu okazuje się, że jeśli chodzi o system pracy, skuteczność, transparentność i koszty inkasa, jesteśmy w światowej czołówce.

***

Ważną dziedziną aktywności ZAiKS-u jest pomoc socjalna twórcom, wspomaganie ich aktywności twórczej poprzez fundowanie stypendiów i nagród, organizację konkursów, prowadzenie domów pracy twórczej i wspieranie wartościowych inicjatyw artystycznych. Nikt nam nigdy nie zabronił i – mam nadzieję – nie zabroni wspierania polskich twórców. Domy pracy twórczej w Krynicy, Zakopanem, Sopocie, Konstancinie, Ustce czy Janowicach to nasze wizytówki. Tak jak dom Stowarzyszenia Filmowców Polskich w Kazimierzu czy Związku Artystów Scen Polskich w Skolimowie. Ktoś musi to robić! Gdy znikąd pomocy, sami twórcy organizują sobie warunki do twórczej pracy i wypoczynku. Za swoje! I nie będzie nam ZIPSEE dyktować, co mamy robić, a już na pewno nie pozwolimy szefowi ZIPSEE, by nasze domy podpalał, co ochoczo ogłosił na Facebooku.    

Zresztą zanim ZIPSEE zacznie naprawiać świat, niech samo się przedstawi, niech powie, kogo reprezentuje, niech ujawni dochody swoich członków, niech wyjaśni, gdzie się podziały pieniądze, które w wyniku ich lobbingu nie docierają od lat do twórców, niech powie, gdzie szukać ich bilansów i sprawozdań finansowych, bo tam, gdzie powinny być od lat, ich nie ma, niech wreszcie nam wytłumaczy, dlaczego nie potrafi kupić smartfonów czy tabletów tak tanio, jak to czynią Niemcy, Francuzi, Czesi czy Węgrzy? W tych krajach importerzy i producenci płacą uczciwie twórcom, a mimo to można te urządzenia kupić tam taniej lub w tej samej cenie jak w Polsce.

„Zaoszczędzony” milion złotych dziennie to dużo! Ciekawe, ile z tego ZIPSEE może przeznaczyć na lobbing przeciwko twórcom? Czy polityk lub dziennikarz wspierający działania ZIPSEE nie powinien zastanowić się nad tym, co czyni? Ja nie chciałbym być kiedykolwiek podejrzewany o to, że lobbuję przeciwko polskiej kulturze. Zdarza się jednak, że rozgraniczenie reklamy i treści dziennikarskich dla niektórych redakcji nie jest wcale takie proste.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj