Po co wprowadzać opłaty od czystych nośników
Twórcze strzyżenie
Od kiedy pojawiły się smartfony i tablety, każdy egzemplarz utworu może być wielokrotnie powielany i wykorzystywany bez jakiejkolwiek kontroli.
Fanatic Studio/Getty Images

Od kiedy pojawiły się smartfony i tablety, każdy egzemplarz utworu może być wielokrotnie powielany i wykorzystywany bez jakiejkolwiek kontroli.

Prof. dr hab. Janusz Fogler jest przewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.
Tadeusz Późniak/Polityka

Prof. dr hab. Janusz Fogler jest przewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

Twórca zawsze jest najsłabszy. Dlatego chciałbym usłyszeć od prezesów Samsunga, Sony, Canona, LG oraz innych firm produkujących urządzenia elektroniczne odpowiedź na pytanie: czy wiedzą, że dzięki swojej produkcji popierają każdą kulturę świata i prawie każdego twórcę na świecie z wyłączeniem kultury polskiej i polskich twórców?! Czy przedstawiciel firmy Panasonic wyjaśni nam, co znaczy ich reklamowe hasło: „Smartfon jako domowe centrum rozrywki”? Może doradzi nam, jak zorganizować takie centrum w urządzeniu pozbawionym treści?

***

Gdybym był zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, zapytałbym szefostwo Instytutu Monitorowania Mediów, dlaczego ogłosiło na początku oszczerczej kampanii ZIPSEE przeciwko twórcom badanie zatytułowane niefrasobliwie (?!) „Podatek od piractwa”. Wiemy, kto takie hasła wymyśla i stara się dla odwrócenia uwagi wprowadzać do obiegu. Wiemy, komu zależy, by tak sprawę przedstawiano. Czy IMM potwierdzi nasze podejrzenia i podzieli się z nami wiedzą, kto zlecił i sfinansował takie badania? A może ich wyniki przydadzą się IMM do obrony własnych interesów budowanych kosztem dziennikarzy i wydawców?

Co ma wspólnego opłata reprograficzna z „podatkiem od piractwa”? Dlaczego podatek, dlaczego piractwo? Otóż gdyby zapytano internautów, czy są za tym, by importerzy i producenci smarfonów oraz tabletów przekazywali ułamek swoich ogromnych dochodów twórcom, jak to czynią w całej niemalże Europie, zapewne wyniki badań byłyby odwrotne. Naciągane hasło „podatek od piractwa” zawsze wygra w Internecie z uczciwie sformułowanym nagłówkiem czy pytaniem.

Równie cwaniackim chwytem jest rzucana bezpodstawnie przez dyrektora ZIPSEE kwota 100 zł, o którą miałyby zdrożeć smartfony po przyjęciu proponowanej przez wszystkie organizacje zbiorowego zarządzania stawki 1,5%. Łatwo policzyć, że od smartfona w cenie 500 zł i pojemności   4 GB wyniesie 7,50 zł, a od tego w cenie 1000 zł i pojemności 16 GB – 15 zł. Dla porównania w Niemczech odpowiednio opłata ta wynosi 16 euro, czyli 66,24 zł i 36 euro, czyli 149,04 zł. Identycznie sprawa ma się z cenami wszystkich podobnych urządzeń. Na potrzeby kampanii propagandowej każda podwyżka cen, nawet absurdalna, będzie wmawiana polskim konsumentom.

ZIPSEE ma świadomość, że żaden konsument nie będzie wgłębiał się ani w materię prawną, ani w wyliczenia. Jak usłyszy, że drożej, to zaprotestuje bez dalszych pytań. A 100 zł to kwota w sam raz, aby zrobić odpowiednie wrażenie i zamieszanie. Tyle tylko, że blisko 10-krotnie zawyżona i do tego w żaden sposób niewpływająca na kieszeń konsumenta.

Tak więc, drodzy importerzy i producenci, nie podnoście cen swoich urządzeń, wręcz je obniżajcie, bo stać was na to! Nie oszukujcie konsumentów, artystów, a w szczególności polityków, którzy są zagubieni, bo zbyt wam zaufali. Jeśli możecie być uczciwi wobec konsumentów i twórców we Francji, w Niemczech, na Węgrzech czy w Czechach, to bądźcie również uczciwi w Polsce! A jeśli jest inaczej, czyli nie potraficie tego sprzętu importować tak tanio, jak to czynią inni, to zmieńcie zawód. My oczywiście możemy wam pomóc – zorganizujemy dla was kursy, szkolenia, nauczymy was sztuki negocjacji. Tym sposobem może uda wam się kupować te urządzenia nieco taniej.

Chcielibyśmy – co zrozumiałe – aby ZIPSEE i jej członkowie byli tak samo transparentni jak ZAiKS. Tak się składa, że oni o nas wiedzą wszystko, a my o nich niewiele. Dlatego czasami nasuwają nam się wątpliwości, czy mamy do czynienia z nieudacznikami czy jednak – co bardziej prawdopodobne – ze zmową ludzi postępujących wbrew interesowi polskiej kultury?

ZIPSEE wydaje się, że dziś wystarczy sprowokować burzę w internecie, podrzucić spreparowane „analizy poważnych instytucji”, wypaczyć sens, dorzucić trochę insynuacji, by tak oszukani młodzi, uczciwi internauci wzniecili raban. Nie ulga wątpliwości, że takie zagrywki mają wpływ na polityków. W ten sposób przed wyborami od lat osłabia się ich troskę o ludzi kultury.  Twórcy przecież nie będą strajkować i raczej nie pójdą protestować na ulicach. Najzabawniejsze jest to, że w tej grze – o czym wszyscy wiedzą – nie chodzi o żadne dodatkowe pieniądze od konsumentów. Artyści i wydawcy po prostu chcą, żeby ci, którzy zarabiają na ich pracy kolosalne pieniądze, oddali im parę groszy.

Wiadomo, że nawet maksymalnie dopuszczalna prawem stawka 3% nie zrekompensuje strat z minionych lat, gdy nas permanentnie „strzyżono”. Najsmutniejsze jest to, że płacąc owe 3%, kultura polska i tak otrzyma dużo mniej, niż importerzy i producenci tego samego sprzętu płacą w innych krajach. Zapewniałem wielu polityków, że jeśli stanie się cud i otrzymamy 3%, to będę przekonywał twórców i artystów wykonawców, by opłacali ZUS, bo wreszcie mieliby z czego!

Jakie to proste: nie budżet, ale importerzy i producenci, płacąc zapisane w ustawie 3%, rozwiązaliby w znacznym stopniu problem emerytur dla twórców, jak to się zresztą dzieje w wielu krajach Europy. Od lat ZIPSEE woli czynić wszystko, aby kolejny minister kultury wydał stosowne rozporządzenie jak najpóźniej, bo dopóki go nie ma (a nie ma już wiele lat), dopóty wrogowie polskiej kultury uważają, że nie muszą wnosić żadnych opłat. Kultura polska straciła na tym już grubo ponad miliard złotych, a przy okazji sporo stracił i Skarb Państwa.   

***

Jak przekonać Panią Premier i Panią Minister Kultury, że tej decyzji nie można odkładać? Przecież nie trzeba być zbyt przenikliwym, by zauważyć, że po tym, jak wszyscy już kupią tablety i smartfony, to członkowie ZIPSEE zgodzą się łaskawie nam za nie płacić, tak jak dziś chętnie płacą za taśmy VHS czy sprzęt, którego już prawie nikt nie kupuje. Założę się, że wtedy ZIPSEE stanie w szeregach awangardy płatników. Co innego, gdy w sprzedaży pojawią się nowe urządzenia, jakieś superwideookulary czy supertablety. Wtedy ZIPSEE zacznie nam wszystkim udowadniać, że przy ich użyciu nie będzie można niczego utrwalić ani odtworzyć, tak jak dziś – ich zdaniem – nie służą do tego tablety czy smartfony.

Mało kto już wierzy, że wieloletnie zaniechanie podjęcia tej tak ważnej dla kultury decyzji ma jakiekolwiek racjonalne podłoże. Kto i w jakich proporcjach zagospodarowuje ów zysk w wysokości miliona złotych dziennie, też trudno ocenić. Na pewno nic z tego nie mają najgorzej zarabiający i biedni jak przysłowiowa mysz kościelna ludzie polskiej kultury.

Czyżby ZIPSEE było tak potężne, że jego lobbyści nie dopuszczą do wyegzekwowania w Polsce korzystnego dla kultury narodowej prawa? Przecież to mały lokalny lobbysta, który wszędzie w Europie byłby bez szans. Oni nie mogą narzucić Polsce swoich metod. W Europie i świecie nikogo już tak prymitywnie nie strzygą – nawet ludzi kultury!

Apeluję do światowych firm, które są obecne na polskim rynku urządzeń elektronicznych i reprograficznych – nie słuchajcie podszeptów, że w Polsce można inaczej. Zachowajcie się godnie i  zadbajcie, proszę, o polską kulturę, tak jak dbacie o francuską, niemiecką, węgierską czy czeską. Nie zgadzajcie się, by wydawano pieniądze na lobbing przeciwko polskim twórcom.

Prof. dr hab. Janusz Fogler jest dziekanem Wydziału Sztuki Mediów Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, przewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj