Kolejny cykl Mickiewiczowskiego dramatu według Zadary
Mówią „Dziady”
Michał Zadara kontynuuje wystawianie „Dziadów” Mickiewicza bez skrótów. Wyczekiwana część III miała premierę w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Reżyser pozbawił arcypolski dramat martyrologii i patosu, niewiele proponując w zamian.
Salon Warszawski rozgrywany na tle malowanego horyzontu
Natalia Dobryszycka/EAST NEWS

Salon Warszawski rozgrywany na tle malowanego horyzontu

Część III dramatu Mickiewicza jest zupełnie inna niż zrealizowane przez Michała Zadarę we wrocławskim Teatrze Polskim części I, II, IV i utwór „Upiór”. Obrzęd wywoływania duchów i opowieści o romantycznej miłości dawały dużo swobody interpretacyjnej, co Zadara świetnie wykorzystał, tworząc porywające widowisko z akcją osadzoną w lesie, gdzie wiejska wspólnota, której nie wystarcza ani liberalizm, ani Kościół katolicki, zbiera się, by obcować ze swoimi zmarłymi. Guślarz był tu skrzyżowaniem wróża Macieja z detektywem Rutkowskim, zjawy przywędrowały z klasyki filmowego horroru, Gustaw był współczesnym rockmanem prosto z siłowni. Wszystko razem było i śmieszne, i wzruszające, a znane powszechnie fragmenty sąsiadowały z brzmiącymi świeżo, bo zwykle omijanymi przez zmuszonych do dokonywania skrótów inscenizatorów.

Z III częścią tak łatwo nie jest. Powstała prawie dekadę po częściach II i IV i jest poetyckim reportażem upamiętniającym rzeczywiste wydarzenia: więzienie, mękę i wywózki na Sybir litewskiej młodzieży przez rosyjskiego zaborcę, procesy młodzieżowych związków filomatów, filaretów i promienistych z początku lat 20. XIX w. Główne części utworu dzieją się w celach więźniów w klasztorze bazylianów i w apartamentach pałacu ich kata – senatora Nowosilcowa.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj