Kawiarnia literacka
Mój pierwszy to pomarańczowy
Fiat 126p. Należał do mojego taty. Zgubiłem w nim mojego pierwszego ludzika Lego, którego wyhandlowałem od kolegi z klasy.

Miałem siedem lat. Chłopiec, który mi tego ludzika sprzedał, już nie żyje. Ja żyję. Ludzika Lego chciałem wygodnie umościć tam, gdzie podsufitka styka się z uszczelką drzwi – niestety, wpadł do słupka karoserii i tam już pozostał. Na wieczność. Moja siostra pamięta podobną historię, w jej wersji występuje jednak drogi jej sercu dzięciołek. Żadne z nas nie wie, co wydarzyło się naprawdę. Ale pamiętamy.

Potem był duży, biały Fiat 125p, będący, w przeciwieństwie do malucha, prawdziwym samochodem. To pierwszy, jaki prowadziłem – pod nadzorem taty. Miałem 14 lat. Potem Fiat Uno, czerwony. Miał wszystko podświetlane i wydawał mi się nowoczesny, jak z „Gwiezdnych wojen”. Tato uczył mnie prowadzić, jeździliśmy po polnych drogach. To pierwszy, jaki rozbiłem, na długo zanim zrobiłem prawo jazdy – wziąłem fiata bez wiedzy rodziców i pojechałem do kolegi, wiejskimi drogami, oddać kasety.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj