Kawiarnia literacka
Siłaczki
W Polsce powiatowej kulturę ratują rozmaite panie.

Jeżdżę sobie po kraju, po tych bibliotekach, ośrodkach kultury, teatrach miejscowych, i tam je spotykam. Tuż przed emeryturą i tuż po studiach, blondynki i brunetki, sporo siwych. Z kucykami i ostrzyżone na zawadiackiego jeża. W wystrzałowych szafirowych sukienkach z wielkimi koralami albo w zachowawczych sweterkach z broszą. Typ „szparka menedżerka” i typ „stara plastyczka”. I wiele innych typów. W Polsce powiatowej kulturę ratują rozmaite panie.

Owszem, zdarza się mężczyzna, lokalny działacz, urzędnik, ale na ogół to kobiety, często zresztą skonfliktowane z miejscowym burmistrzem czy starostą, dla którego kultura to jakieś tam babskie sprawy i przeżytek. – Sam zamknąłem trzy filie biblioteki – że zacytuję pewnego wójta – a ta ostatnia to niech se umrze śmiercią naturalną. Jestem najbardziej wykształconym człowiekiem w tej gminie i czy ja czytam książki?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj