Polscy prymitywiści: sztuka prosto z serca
Białe płótna
Sztuka to najlepsza rzecz, jaka artystę naiwnego może spotkać w życiu.
Stanisław Garbarczuk – artysta wkurzony; od 10 lat tworzy manifesty niezgody, ale sam sztuką tego nie nazywa.
Monika Kozub

Stanisław Garbarczuk – artysta wkurzony; od 10 lat tworzy manifesty niezgody, ale sam sztuką tego nie nazywa.

Po przestrzeniach Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie tłum zwiedzających sunie elegancko oraz w uniesieniu. Zachłyśnięty art brutem, z francuskiego sztuką surową, nieprofesjonalistów. Można powiedzieć: artbrutystów, czyli tych, którzy nie tworzą wyuczoną techniką, tylko emocjami.

Dla zainteresowanych teorią jeszcze kilka podstawowych faktów – art brut narodził się dzięki kolekcjonerowi i handlarzowi win Jeanowi Dubuffetowi, który tuż po wojnie, w 1945 r., sztukę nietkniętą artystycznymi manierami zaczął zbierać po francuskich i szwajcarskich szpitalach psychiatrycznych i więzieniach.

A dziś jesteśmy w Warszawie, w 2016 r. Jest piątkowy wieczór, pora wernisażu.

Człowiek o 17 tys. twarzy

Garbusek z siwymi włosami stanął w rogu sali i zaczął przemówienie: To, co robię, to nie jest wcale, jak myślą niektórzy, żadne przebieranie. Bo garbusek to tak naprawdę 17 tys. ludzi w jednej tylko osobie. Na tę chwilę dokładnie 17 241 najróżniejszych ludzi; w sumie 32 foldery i 91,3 GB. Wcielenia jako czarno-białe fotografie wiszą na muzealnej ścianie. Jezus Chrystus, Charlie Chaplin, MT z K, czyli Machciński Tomasz z Kalisza, jego wcielenie właściwe, ale niektórzy patrzą na napis, potem na zdjęcie, i mówią: To Matka Teresa z Kalkuty. Wielu już garbusek nabrał tym podpisem.

Garbusek to człowiek, który robił selfie, zanim to słowo w ogóle się pojawiło.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj