Lem w operze
Kosmiczna opera
10 lat po śmierci Stanisława Lema jego twórczość wciąż inspiruje. Także kompozytorów – polskich i zagranicznych – dzięki którym regularnie trafia do opery.
Scena z opery „Solaris” według powieści Lema, wystawionej na festiwalu w Bregencji w 2012 r.
Miro Kuzmanovic/Reuters/Forum

Scena z opery „Solaris” według powieści Lema, wystawionej na festiwalu w Bregencji w 2012 r.

Chyba każdy, nawet wśród tych, co Lema nie czytali, wie, że jego twórczość trudno sklasyfikować jednoznacznie jako fantastykę naukową. Że są to przypowieści, moralitety, które, opowiadając rzekomo o przyszłości czy o światach alternatywnych, mówią o nas, tu i teraz. Kosmos to tylko rekwizyt, choć niemałych rozmiarów.

Wszechstronność Lema była zdumiewająca: od groteskowych baśni („Bajki robotów”, „Cyberiada”), poprzez opowieści w poważniejszym tonie („Powrót z gwiazd”, „Solaris”, „Niezwyciężony”, „Opowieści o pilocie Pirxie”), po traktaty („Summa technologiae”, „Filozofia przypadku”). Kompozytorzy korzystali jak dotąd przede wszystkim z dwóch rozdziałów twórczości pisarza: powieści „Solaris” oraz zbiorów „Bajki robotów” i „Cyberiada”.

Pięć „Solarisów”

To chyba najbardziej popularna na świecie powieść Lema, do czego przyczynił się kultowy film Andrieja Tarkowskiego (którego zresztą sam Lem nie przyjął entuzjastycznie). Dlatego też zapewne wzięło ją na warsztat aż pięciu kompozytorów: dwóch Niemców, Włoch, Japończyk i Polak.

Każdy z nich miał na uwadze, że w tym dziele bardziej istotna niż kosmos jest psychologia. „Od początku było dla mnie jasne, że techniczny sztafaż świata SF nie jest tu kluczowy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj