Demony przeszłości w polskiej kulturze
Wakacje z duchami
W kulturze nawiedza nas przeszłość. Taka, która była tu jeszcze 30–40 lat temu, wydaje się nieźle udokumentowana, ale trudno w nią uwierzyć. A im jest dziwniejsza, tym bardziej fascynująca.
PRL, lata 80., za chwilę problem szarego niedoboru zamieni się w kolorowy przesyt.
Piotr Barącz/EAST NEWS

PRL, lata 80., za chwilę problem szarego niedoboru zamieni się w kolorowy przesyt.

Łatwo wskazać przypadek kulturalnego nawiedzenia, który wiąże się z telewizorem. Najsłynniejszy to ten z filmu „Duch” Tobe Hoopera, gdy mała dziewczynka budzi się w nocy, podchodzi do migającego „kaszą” odbiornika, gdy wtem z ekranu wyskakuje widmowa dłoń. Taki obraz, widziany w dzieciństwie, potrafi zostać w głowie, choć prawdopodobieństwo, że przez lata zapamiętamy go wiernie, nie jest duże.

Podobny fenomen pełnej zakłóceń i zmyłek pamięci analizuje Olga Drenda w „Duchologii polskiej”, książce poświęconej – jak głosi podtytuł – „rzeczom i ludziom w latach transformacji”, czyli czasom, gdy sama autorka, urodzona w 1984 r., była dzieckiem. A wspomnienia z dzieciństwa bywają zwielokrotnione, zniekształcone. „Dlaczego w pokoleniowej pamięci siedzi tak wiele napędzanej technologią grozy? – pyta na wstępie autorka. – Czy to dlatego, że pamiętamy poprzez obraz pełen »duchów«, powidoków, rozdwojeń, jak w skłonnym do implozji aparacie telewizyjnym Rubin?”.

Wszyscy urodzeni w ostatnich dekadach coraz większą część pamięci mogą sobie dopisać dzięki zdjęciom i filmom z czasów wczesnego dzieciństwa. Czasem nawet żyjemy wspomnieniami prenatalnymi. Lądowanie na Księżycu? Drużyna Górskiego? Ogłoszenie stanu wojennego? Nawet jeśli kogoś wtedy nie było, widział tyle razy, żeby emocje innych uznać za swoje.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj