Kawiarnia literacka
Między kotem a Bogiem
Do tej pory było nas troje: ja, konkubent i kot, przy czym kot w tym układzie odgrywał rolę kluczową.

Całą trójką byliśmy zgodni, że kot jest wyjątkowej urody i klasy. Pochylaliśmy się nad nim, kontemplując, jakie szlachetne i refleksyjne to zwierzę. W ciągu ostatniego roku kot okazał się stworzeniem tak wyrafinowanym i rozumnym, że niepostrzeżenie, bez specjalnych zakulisowych rozgrywek i intryg, zdobył w domu pozycję absolutną.

A nie zanosiło się na to. Wydawało nam się, że po prostu sprowadzamy do domu zwierzę, i niczego nie podejrzewając, nazwaliśmy owo zwierzę Kiti. Jacy naiwni byliśmy. Gdzieś w głębi serca czułam, że jest to imię nieadekwatne, trochę wulgarne i sztampowe. Podejrzewałam, że prędzej czy później kot objawi się przed nami swoim prawdziwym imieniem. Ale wołałam Kiti i Kiti, podświadomie umniejszając kota. Z perspektywy czasu wiem już, że kota nie da się umniejszyć nawet najbardziej niegodnym imieniem. Niepostrzeżenie, gdzieś z niebytu i z potrzeby, wyłoniło się nowe imię kota – Kristo Konstandin, w skrócie Kiczo Koczo.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną