Andrij Bondar o trudnych stosunkach polsko-ukraińskich
Licytacja na ofiary
Rozmowa z Andrijem Bondarem, ukraińskim pisarzem i tłumaczem polskiej literatury, o psujących się relacjach polsko-ukraińskich.
„Liczę, że problemy w relacjach polsko-ukraińskich jakoś się rozwiążą”.
Rafał Komorowski/Wikipedia

„Liczę, że problemy w relacjach polsko-ukraińskich jakoś się rozwiążą”.

Justyna Sobolewska: – Jest pan w Polsce od lutego na stypendium Gaude Polonia, tłumaczył pan opowiadania Sławomira Mrożka. Czy ostatnio odczuł pan zmianę nastawienia wobec Ukraińców?
Andrij Bondar: – Mam wrażenie, że przez ostatnie dwa miesiące wali się mój świat. I nie tylko mój. To świat wszystkich ludzi siłą życia czy wyboru rozdartych między Ukrainą a Polską.

Jeszcze w kwietniu, pamiętam, mówił pan, że tu, w Polsce, czuje się szczęśliwy…
A teraz mam poczucie, że 17 lat mojej pracy translatorskiej leży w gruzach, że nikomu nie była potrzebna. Odczułem pierwszy raz, że coś się w Polsce zmienia, w czerwcu, kiedy zaczęły się mistrzostwa w piłce nożnej. Banalna historia. Siedzieliśmy na Powiślu, oglądaliśmy ze znajomymi Ukraińcami mecz Ukraina-Irlandia Północna. Przechodzili kibice polscy, zobaczyli nas i zaczęli bardzo głośno kibicować Irlandii, patrząc na nas. A ja ich znałem, więc odniosłem wrażenie, że oni to robią specjalnie. Potem słyszałem od znajomych dziennikarzy, że napięcie jest tak duże, że Ukraińcy pracujący w Polsce boją się mówić o złym traktowaniu.

W Lublinie para złodziei chciała poderżnąć gardło taksówkarzowi i w radiu powiedziano, że napastnikiem jest „Ukrainiec” i jakiś drugi, ale już po imieniu. Na przejściu granicznym to już jest norma, że do obywateli Ukrainy niektórzy pogranicznicy zwracają się na „ty”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj