Thomas Vinterberg o swoim najnowszym filmie
Naprawdę lubiłem komunę
Rozmowa z duńskim reżyserem Thomasem Vinterbergiem, autorem filmu „Komuna”, o potrzebie wspólnego życia, nostalgii i alkoholu.
Thomas Vinterberg
Marc Høm

Thomas Vinterberg

Janusz Wróblewski: – „Komuna” opowiada o grupie nieznajomych, która w połowie lat 70. ubiegłego wieku zamieszkuje razem w domu odziedziczonym przez jednego z nich. Dzielą się obowiązkami, dziećmi, tworząc otwarty model rodziny. Pan też wychował się w takiej wspólnocie?
Thomas Vinterberg: – W komunie spędziłem całą swoją młodość, od siódmego do 19. roku życia. W międzyczasie rodzice postanowili się rozwieść i opuścić wspólnotę. My razem z siostrą zostaliśmy. Wypadając z jednego gniazda, zbudowaliśmy drugie z trzema rodzinami. W Ameryce komuny zakładali hipisi. Hodowało się na wsi warzywa, uprawiało wolny seks i brało narkotyki. Kopenhaska komuna nie przypominała hipisowskiej. Ani sekty wyznaniowej. Tworzyli ją pacyfiści – anarchizujący, wykształceni ludzie o lewicowych poglądach. Decyzje dotyczące regulaminu i zasad postępowania podlegały demokratycznemu głosowaniu. Swoboda obyczajowa nie była aż tak wielka. Twardych narkotyków nie tolerowano. To był szalony, ciepły, fantastyczny czas. Żyliśmy otoczeni nagością, butelkami piwa, niekończącymi się akademickimi dyskusjami, miłością i osobistymi tragediami. Z perspektywy dziecka wyglądało to na nowy wspaniały świat.

Najsławniejszym duńskim ośrodkiem kultury alternatywnej była Christiania założona w 1971 r. w Kopenhadze na terenie opuszczonych wojskowych koszar.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj