Latynoska diwa Susana Baca w Polsce
Pani minister śpiewa
Do Warszawy przyjedzie wielka latynoska diwa Susana Baca. Jej muzyka jest trochę jak kuchnia peruwiańska: wpływy zewsząd, a smak oryginalny.
Wspólnota niedoli czarnoskórych i rdzennych mieszkańców Ameryki wraca w pieśniach dońi Susany jak refren.
Al Pereira/WireImage/Getty Images

Wspólnota niedoli czarnoskórych i rdzennych mieszkańców Ameryki wraca w pieśniach dońi Susany jak refren.

Zaczyna się od melancholijnej introdukcji skrzypcowej. To triste, w wolnym tłumaczeniu „smuteczek”, gatunek ludowej muzyki andyjskiej. Po kilkunastu taktach wkracza gitara. Energicznie, ze szczyptą flamenco. Usta milczą, dusza śpiewa, ciało budzi się i chce podskakiwać.

Partia skrzypiec zmienia teraz charakter, zaczyna przekomarzać się z gitarą, kto skoczniej, kto szerzej się uśmiechnie. To tondero, taniec czarnoskórych niewolników z Peru. Gdy autochtoni i Afrykańczycy pracowali niewolniczo na plantacjach bawełny i trzciny cukrowej, ci drudzy przebijali smuteczki górali radosnym tonderem.

Wchodzą głos i tekst. Oskarżycielskie. Buntownicze.

„Z Hiszpanii przyjechał nam Chrystus,
Ale i Pan Patron
Pan Patron ukrzyżował czarnego jak Chrystusa...”.

Karabin i róża

Ciasny pokój w limskim biurze Susany Baki, największej diwy muzyki afroperuwiańskiej. Próba przed koncertem w Buenos Aires za kilka dni (Warszawa dopiero pod koniec września). Baca to postać z panteonu muzyki kreolskiej, w którym dzieli miejsce z Cesarią Evorą z Wysp Zielonego Przylądka, Omarą Portuondo z Kuby, Chavelą Vargas z Meksyku. Jej ekipa: maestro Ernesto Hermoza – gitara, Maria Elena Pacheco – skrzypce, Oscar Huranga – bas, Hugo Bravo – bębny.

Spróbujmy od drugiej zwrotki – prosi dońa Susana.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj