Kawiarnia literacka
Bicie na całe życie
Lubimy się bić.

Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Grażyna w Brukseli, Sylwia w Warszawie. Chodziło o to, aby poczuć się silniejszą i wreszcie móc komuś bezkarnie wklepać. Na jasnych zasadach, rzec by można: w białych rękawicach.

Nikt nas w szkole nie nauczył krzyczeć. Kazali tylko skakać przez kozła lub grać w zbijaka. Raz, dwa, trzy z gry odpadasz ty. Wuefy to była zmora, nuda i śmierdząca szatnia. Na trybunach siedzieli chłopcy i patrzyli tylko, której podskakują cycki, a która jest gruba. Nikogo nie interesowało, co chcemy ćwiczyć i jak. Niektóre z koleżanek przeżywały wstydliwe pytania o okres lub musiały znosić umizgi i macanki nauczycieli w dresach i wąsach. A potem? Potem się ćwiczyło, bo trzeba schudnąć. Bo trzeba wytresować swoje ciało, żeby wcisnąć je w niskie numeracje i pochwalić się formą. Nie byłyśmy przyzwyczajone do tego, że ruch: spocenie się, łapanie oddechu i przekraczanie swoich ograniczeń jest dla nas.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną