Najważniejsze filmy Andrzeja Wajdy oczami (i piórami) dziennikarzy POLITYKI
Warto przypomnieć sobie wspaniałe filmy Andrzeja Wajdy, a także recenzje, które zebrały od dziennikarzy POLITYKI.

Przez lata – całe dekady wręcz – dziennikarze, recenzenci, publicyści POLITYKI przyglądali się twórczości Andrzeja Wajdy. Filmy tego reżysera zawsze interesowały, czasem budziły zdumienie czy podziw, innym razem wprowadzały widza w stan melancholii i zadumy. Dziś wspominamy Andrzeja Wajdę również przez pryzmat jego filmów, które z uwagą śledziła POLITYKA.

.
mat. pr./mat. pr.

.

„Wesele”

Z „Wesela” wyszedłem wzruszony, co mi się zdarza rzadko, bo stałem się żylasty, ale podobnie zareagowali widzowie. (...) Na seansie wieczornym, gdy padły słowa „Miałeś chamie złoty róg”, młody widz powtórzył je głośno, z dodatkiem przeciągłego „eeech!”, co zostało przyjęte życzliwie, jako znak wspólnego stanu ducha, gdy zazwyczaj publiczność w kinie jest „przeciw” odezwaniom się indywidualnym. (...) W filmie Wajdy idzie (przyp. red.) w ogóle o kino: jest ono w swojej naturze sztuką psychoanalizy zbiorowej jakiej nie było, i tak się składa, że w tej mierze specjalistą jest właśnie Wajda, właściciel firmy „Pralnia podświadomości Polaków po II wojnie”. (...) Film zostawia wielotorowe szanse do refleksji: zakończę więc jak na wiecu: że powinien zobaczyć go każdy rodak.

Zygmunt Kałużyński, 20 stycznia 1973 r.

.
mat. pr./mat. pr.

.

„Korczak”

Wielkim tematem Wajdy jest klęska mitu, zniszczenie iluzji społecznej (...). Otóż Korczak jest autorem dziecięcej utopii: „Król Maciuś Pierwszy”. (...) Cóż za monumentalnie tragiczne zestawienie, owa fantazja o szczęśliwym królestwie, z komorą gazową w Treblince! Wyobrażałem sobie, że Wajda podejmie ten nieprawdopodobnie dramatyczny kontrast i byłem zawiedziony, że poprzestał na telewizyjnej dokumentacyjności!

Zygmunt Kałużyński, 13 października 1990 r.

.
mat. pr./mat. pr.

.

„Korczak”

W dyskusji francuskiej o „Korczaku” pojawił się wątek: czy nie-Żyd ma prawo realizować film o losie Żydów. Odrzucam całkowicie takie rozumowanie! Po pierwsze, dlatego, że doświadczenie Żydów jest częścią składową dziejów ludzkości. Po drugie dlatego, że Zagłada dokonała się nie w próżni społecznej, a więc i wszelkiego rodzaju refleksje o Zagładzie nie tylko mogą lecz winny być udziałem i ofiar, i sprawców, i świadków.

Marian Turski, 2 lutego 1991 r.

.
mat. pr./mat. pr.

.

„Kanał”

Na przedpremierowym pokazie widzowie zarzucili Wajdzie, że wiele elementów świata przedstawionego nie zgadza się z powstańczą rzeczywistością (niektórzy powstańcy noszą na przykład niewłaściwe mundury), że film nie pokazuje Powstania jako bohaterskiego zrywu. (...) Niewielu krytyków zauważyło, że „Kanał” jest próbą syntezy polskich losów wojennych. Każdy szczegół ma tu znaczenie: biała koszula podchorążego miała świadczyć o niewinności, saperka, z którą porwał się na czołg, sygnalizowała przewagę przeciwnika, a przechodząca przez bohatera za chwilę seria z pistoletu maszynowego (jedno z pierwszych w polskim kinie ujęć, w którym widać postrzał człowieka) to dowód gotowości na śmierć.

Piotr Śmiałkowski, 21 kwietnia 2007 r.

.
mat. pr./mat. pr.

.

„Popioły”

Rok 1965 był momentem, kiedy za kulisami polityki partyjnej formować się poczęła coraz wyraźniej grupa tak zwanych „partyzantów”, nacjonalistyczna frakcja, która w trzy lata później starała się sięgnąć po władzę w trakcie „wydarzeń marcowych”. „Partyzanci”, grając na nutach narodowych, obrali sobie wtedy „Popioły” Wajdy za wyraźny cel ataków. Paradoksalnie, w tym  konkretnym wypadku „partyzanci” mieli rację. Jeśli wymową tego filmu miało być – że przypomnę handlowy katalog – „uświadomienie sobie złudy nadziei na odzyskanie niepodległości”, to filmowe „Popioły” wówczas, w roku 1965, były pomyłką. Polacy za swoją przygodę z Napoleonem zapłacili wysoką cenę, ale nie była to cena zapłacona za nic.

Krzysztof Teodor Toeplitz, 17 kwietnia 1993 r.

.
mat. pr/mat. pr.

.

„Człowiek z żelaza”

„Człowieka z żelaza” kręcił przecież po Sierpniu. Była to bodaj pierwsza próba zmierzenia się Wajdy z tematem. Powstał film, który rozczarowuje: uproszczona fabuła, westernowa typologia bohaterów, dużo zapożyczeń z kanonu sztuki socrealistycznej (choćby wątek romansowy, przecież ci młodzi ani razu nie pocałowali się!) itd. Padają pytania następujące: kto zawinił – reżyser, scenarzysta, aktorzy? Otóż moim zdaniem nikt z wymienionych. Ani cenzura, ani urzędnicy ministerstwa kultury. W ogóle nikt. Po prostu okazało się, że taki film, jaki zamierzył Wajda, w ogóle nie jest możliwy. Przecież największe wrażenie robią wstawki dokumentalne, gdzie samo życie we własnej osobie wkracza na ekran. I nikt tego jeszcze raz nie wyreżyseruje, największy aktor nie zagra Wałęsy.

Zdzisław Pietrasik, 12 września 1981 r.

.
mat. pr./mat. pr.

.

„Ziemia Obiecana”

Jego dzieło, jak zawsze bywa z twórczą sztuką, zawiera naukę. Przynosi stwierdzenie, że rzeczywistość jest najsilniejsza i że jedyna droga właściwa jest ta, która wiedzie do jej poznania. Zaś z iluzjami dramaty Wajdy rozprawiają się okrutnie, i słusznie: jeżeli rzeczywistość ich nie sprawdziła, znaczy, że był w nich błąd, nawet wtedy, gdy wydawało się, że mają jakąś treść szlachetną, do której byliśmy przywiązani, często całym sercem: a jednak, niesłusznie. Nie inaczej jest z klęską Borowieckiego w „Ziemi Obiecanej”. Jest to dalszy ciąg tematu, który stanowi obsesję Wajdy: rewizji spadku szlachetczyzny polskiej. Jej ideologowie w wieku XIX nieraz narzekali na chimeryczny brak poczucia interesu.

Zygmunt Kałużyński, 22 listopada 1975 r.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj