Bob Dylan przerwał milczenie w sprawie Nobla. Odbierze go czy nie odbierze?
Niby przerwał milczenie, ale jakby go nie przerwał. O wyróżnieniu Noblem Dylan wypowiada się w swoim stylu – enigmatycznie.
Podobizna Boba Dylana
duluoz cats/Flickr CC by 2.0

Podobizna Boba Dylana

Cały świat dyskutował, czy Nobel muzykowi się należy czy nie – tylko sam bohater wydawał się najmniej tym interesować. Komitet Noblowski nie mógł się nawet do Dylana dodzwonić. Lakoniczna wzmianka o nagrodzie, opublikowana na jego stronie internetowej chwilę po odczytaniu werdyktu, dobę później już z tej strony zniknęła. Jakby nie mógł się zdecydować, czy to wyróżnienie warte notatki i słowa komentarza. Jedni powiedzą (członkowie Komitetu takich słów zresztą użyli): niewdzięczność, arogancja, nieuprzejmość. Inni: ot, cały Dylan. Coś już jednak wiadomo. Dosłownie – coś.

Muzyk udzielił właśnie ekskluzywnego wywiadu brytyjskiemu „The Telegraph”. To jego pierwsza publiczna wypowiedź od werdyktu; pretekstem nie był zresztą Nobel, ale wystawa jego prac w Londynie. Zapytany, czy 10 grudnia stawi się na uroczystej ceremonii wręczenia Nobli i odbierze laur (z pokaźnym czekiem) z rąk króla Karola XVI Gustawa, Dylan odparł – lepiej zacytować po angielsku – „Absolutely. If it’s at all possible”.

„Absolutely” w znaczeniu „oczywiście”, „zdecydowanie” znaczyłoby, że dotrze na galę bez wątpienia. „Absolutely” w znaczeniu „absolutnie” – już takie jednoznaczne nie jest. Nie wspominając o enigmatycznym „if it’s all possible”. Podszczypywana przez media Sara Danius ze Szwedzkiej Akademii komentuje, że oficjalnej deklaracji w sprawie przyjazdu Dylan nie złożył. Tyle dobrego, że wreszcie (podobno wczoraj) raczył przyjąć gratulacje. Tak był tym Noblem zaskoczony – relacjonuje Danius – że zaniemówił.

Sam Nobel chyba Dylana jednak cieszy. „Trudno w to uwierzyć – mówi w wywiadzie – kto śmiałby marzyć o takiej nagrodzie?”.

Akademicy w uzasadnieniu werdyktu podkreślali, że są w tekstach Dylana odniesienia do greckich tradycji Homera i Safony. Dylan komentuje powściągliwie: „Być może”. Po czym dodaje: „To ludzie decydują, czym te piosenki są. Akademicy powinni wiedzieć, czym są. Ale ja nie mam takich kwalifikacji. Nie mam zdania”.

Najciekawiej opowiada Dylan o swojej pracy. Wszystko, co warte wysiłku, wymaga czasu – podkreśla. Marzy, żeby wsiąść za kółko wyścigówki albo zagrać cały mecz baseballa, ale zna swoje miejsce i swoje ograniczenia. „Musisz napisać setki złych piosenek, zanim powstanie ta jedna dobra. Musisz wiele rzeczy poświęcić i nie zawsze będziesz na to gotów. Czy ci się to podoba czy nie, za swoją gwiazdą zawsze gonisz sam”.

Gorzko to brzmi, ale uczciwie. „Są pewne rzeczy, które przekraczają twoje talenty” – mówi Dylan wreszcie. Najwyraźniej on akurat nagród i honorów przyjmować nie potrafi. Inne rzeczy wychodzą mu znakomicie, więc ten drobiazg trzeba mu chyba wybaczyć.

Czytaj także:
– Kontrowersyjni nobliści i wieczni kandydaci
– Bob Dylan wśród noblistów

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj