Na cztery ręce
Pomysł naszego wspólnego pisania narodził się z miłości – do boksu i bicia.

Pewnego majowego południa siedziałyśmy na Chmielnej w kwiatowym ogródku i omawiałyśmy tematy kobieco-pisarskie. Była też z nami zawsze elegancka Joanna Bator. I nie wiadomo, jak to się stało, ale nagle siedziałyśmy z Sylwią już nie na wytwornych krzesłach, a na kamiennych odrapanych schodkach wyjścia dla personelu i z wypiekami na twarzy omawiałyśmy technikę sierpa i podbródkowego oraz kopnięcia w splot słoneczny. Nie zająknęłyśmy się słowem o kwestii strojów, bólu czy kontuzji. No, może było coś na temat skutecznych ochraniaczy na zęby. Joanna Bator przysłuchiwała się naszej gorączkowej wymianie zdań i niczemu się nie dziwiła, bo część pisarek tak ma – gdyby nie ta zbawienna cecha, daleko byśmy w naszym fachu nie zaszły. Zresztą, Joanna biega codziennie miliony kilometrów, więc wie, co to znaczy być zmęczoną i szczęśliwą. Zrobiłyśmy sobie z tego spotkania eleganckie zdjęcie, Joanna odpłynęła w cudownej sukience, a my znów na schody, żeby o boksie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną