szukaj
„Ucho prezesa”: To był najstraszniejszy odcinek
Jeżeli ktoś myślał, że demoniczny jest Macierewicz w interpretacji Wojciecha Kalarusa, to się zdziwi. Prezesa odwiedził – jakby to powiedział Płaszczak – ten „grzybek z Torunia”.
„Ucho prezesa”
mat. pr.

„Ucho prezesa”

Rzecz to dziwna, bo „Ucho prezesa” to niby serial satyryczny, kabaretowy, można by rzec, tymczasem odcinek jedenasty w widzu wzbudza raczej grozę. Wszystko przez to, że Robert Górski i jego współpracownicy znowu trafnie prezentują hierarchię władzy w państwie i wskazują łączące najważniejszych graczy nitki wpływów i zależności. Przy okazji zaś graficznie, dosłownie, przedstawiają bohaterów odcinka w postaci gadżetów reprezentujących ich najbardziej wydatne cechy – i tak Prezes jest bankomatem, Rydzyk urną wyborczą, Płaszczak pionkiem, a prezydent – rzecz jasna – długopisem.

Sprawy w Polsce mają się więc tak: na czele stoi Prezes, którego prawą ręką, a raczej podnóżkiem, jest Płaszczak, a do których dostępu broni pani Basia (przedstawiona jako znak STOP). Później mamy panią premier i pana prezydenta, ubezwłasnowolnionych i pomiatanych, którzy narzekali, że w czasie kampanii było miło, Prezes był takim ciepłym dziadziusiem, a teraz jest „zakapiorkiem”. Potem mamy wielu ministrów, prezesów (przez małe „p”!), posłów i senatorów, płotki, z wyjątkiem ministra wojny, Macierewicza, którego demoniczność i nieobliczalność wstrząsają samym nawet Prezesem, który to nie potrafi dać oporu jego bezczelności. Jest też gdzieś w tym wszystkim rozrywkowy kuzyn Prezesa, jeszcze bardziej bezczelny od ministra wojny. Jest wreszcie, objawiony w odcinku „Po kolędzie”, Tadeusz Rydzyk – i to już zupełnie inna kategoria.

Nowe „Ucho” mrozi krew w żyłach

Górski i jego zespół mówią nam w nowym „Uchu…” wprost: jest jeden prawdziwy Gracz, z którym liczy się Prezes, ktoś, kim nie pomiata, kto nie peszy go swoim wariactwem, ale z kim jest w stanie prowadzić rzeczowe negocjacje, mimo iż niechętnie. Jasne, są w tym pozory, jest kurtuazyjność, a nawet uległość Prezesa, gdy jednak wychodzą świadkowie, rozpoczynają się negocjacje, handel Polską, gdzie jeden pyta, co on, znaczy Polska, z tego będzie mieć, a drugi, pytany, ile potrzebuje, odpowiada: a ile masz?

Stąd, mimo wielu scen śmiesznych całkiem zabawnego epizodu z „Panem Dareckim”, nowe „Ucho…” jednak krew mrozi, niż wesoło pobudza.

Co interesujące jednak, jest to już kolejny odcinek, który przy okazji buduje obraz Prezesa jako tego jednego rozsądnego, otoczonego przez wariatów i naciągaczy, w najlepszym zaś razie niekompetentnych idiotów. Jasne, jest też Prezes bezwzględny, okrutny nieraz, ma swoją wizję Polski i ku niej prze, generalnie jednak na co dzień walczy z szalonymi ministrami wojny, krwiożerczym ministrem zagłady narodowej, panią premier, potrafiącą jedynie wygłaszać puste przemówienia, oraz Płaszczakiem, oznajmiającym, że w wypadku pani premier BOR zachował się wzorowo, ale mimo to służbę rozwiążą i znacznie przebudują… co dokona się poprzez dodanie do nazwy słowa „narodowy”.

Czyli że niby ocieplanie wizerunku? Pewnie i tak, ale też po prawdzie na tle „grzybka z Torunia” nietrudno błyszczeć.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj