Raper O.S.T.R. o sobie i swojej muzyce
Życie po zmianie
Rozmowa z O.S.T.R.-em, raperem i producentem hiphopowym, autorem najchętniej kupowanej polskiej płyty 2016 r. „Życie po śmierci”.
Adam „O.S.T.R.” Ostrowski
Marcin Grabski

Adam „O.S.T.R.” Ostrowski

Juliusz Ćwieluch: – Fachowa nazwa „życia po śmierci” to chyba zmartwychwstanie?
Adam Ostrowski (O.S.T.R.): – Zmartwychwstanie zostawmy Jezusowi. Nazywając tak swoją płytę, nie szedłem myślami w tym kierunku. Tym bardziej że jestem wierzący i mam szacunek do swojej religii. Dla mnie to była kwestia dostania drugiej szansy, a nie zmartwychwstania. Jestem raperem, a nie zbawicielem.

Jak blisko było do śmierci?
Blisko.

A konkretnie?
Konkretnie to lekarze, gnając ze mną na sygnale przez Łódź, powiedzieli mi, że została mi godzina życia.

Jakie to uczucie?
Gnać przez Łódź ponad stówę na godzinę? Świetne. Zawsze o tym marzyłem, ale nigdy nie miałem śmiałości.

Wtedy też miał pan taką ochotę na żarty?
Kiedy zadzwoniłem do żony i opowiedziałem jej, co się dzieje, to też myślała, że żartuję. Kiedy chciałem zawiązać but, to pielęgniarka krzyczała, że chyba jestem niepoważny, że jej umrę, a przecież ona mnie jeszcze nawet nie zarejestrowała. Później z kolei lekarz nabijał się ze mnie, że wykonałem najdroższe badanie. Jak widać, wokół mojego umierania było sporo poczucia humoru.

Dlaczego najdroższe?
Dlatego, że zupełnie niepotrzebne. Byłem przekonany, że wypadł mi dysk, i do szpitala zgłosiłem się na rezonans magnetyczny odcinka piersiowego. Na rezonansie nie bada się tkanek miękkich.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną