szukaj
„Ucho prezesa”: San Escobar pojawił się przy Nowogrodzkiej. To najlepsza karykatura w serialu
Twórcy „Ucha… ” kontynuują systematyczne prezentowanie kolejnych „okazów” z rządowej galerii osobliwości. Tym razem Prezesa odwiedza zapalony odkrywca i niesforny dyplomata – minister spraw zagranicznych.
San Escobar pojawił się przy Nowogrodzkiej.
Youtube

San Escobar pojawił się przy Nowogrodzkiej.

Okazją do wizyty Witolda Waszczykowskiego w gabinecie Prezesa jest, rzecz jasna, spektakularne zwycięstwo polskiej dyplomacji w Brukseli.

Tam to nasz rząd nie oparł się naciskom dwudziestu siedmiu pozostałych członków UE i zagłosował przeciw kandydaturze Polaka na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, czym podniósł Polskę z kolan. Podobno. „Architektem” tego sukcesu był między innymi minister spraw zagranicznych, u prezesa tłumaczący się z rozmiaru tego zwycięstwa. A w zasadzie to mu tłumaczono, co tak naprawdę się stało.

Prawdziwy mistrz dyplomacji

Najlepiej cały ten ambaras podsumował syn pani Basi, kibic: „Dwadzieścia siedem do jednego. Ale nam narypali, co? Ale obciach! Wstyd. Dobrze, że nie do jajca, nie? To nawet Legia tak nigdy nie dostała. Gdyby to była Legia, to trener od razu by poleciał. Zresztą cały zarząd by poleciał”.

Oczywiście Prezes wytłumaczył następnie ministrowi, że głosowanie było porażką wszystkich sił wrogich Polsce. „Wszystkich!” – podkreślił Płaszczak, podczas gdy szef dyplomacji grzebał w spodniach, poprawiając koszulę.

Bo portretowany przez Rolanda Nowaka Waszczykowski jest prawdziwym mistrzem dyplomacji – nie wie, co powiedzieć, patrzy tępo w przestrzeń, a gdy już się odzywa, momentalnie wszyscy żałują, że to się stało. To chyba najlepsza karykatura spośród wszystkich postaci, które przewinęły się przez „Ucho…”, wypadająca tym efektowniej, że aktor w zasadzie musiał tu głównie reagować, po prostu stać, gestami opowiadając nam historię ministra. Minister gaf spektakularnych, chciałoby się rzec – co Nowak bardzo dobrze oddał.

Ale choć Witold, odkrywca San Escobar, zdecydowanie absorbował w tym odcinku uwagę, działo się również wiele innych rzeczy.

Słabo wypadł debiut Małgorzaty Wassermann, przewodniczącej komisji ds. Amber Gold, która w zasadzie zasługiwała na osobny odcinek, podczas gdy tu wpadła tylko na chwilę, przede wszystkim – nieświadomie – rozkochując w sobie Płaszczaka.

Wielki umysł przy pracy

Najciekawiej natomiast zaprezentował się… sam Prezes. Bo oto w dwunastym odcinku „Ucha…” widzowie mogli obserwować jego wielki umysł przy pracy, gdy tworzył kolejne historyczne przemówienie, z pietyzmem narodowego wieszcza ważąc słowa i rzeźbiąc w języku niczym w glinie.

Aż szkoda, że przerwał mu sam przewodniczący Rady Europejskiej, który zadzwonił z Brukseli, by „pogratulować” zwycięstwa.

Przy okazji jednak Robert Górski tym krótkim epizodem dał nam do myślenia, ponieważ to znowu on wcielił się w Donalda Tuska – na ekranie portretuje więc obu polityków, dwa przeciwieństwa, odwiecznych wrogów, Jing i Jang polskiej polityki. Może chce nam coś tym powiedzieć? Pokazać, że pod różnymi maskami kryje się ten sam archetyp „wodza”, że między różnymi partiami nie ma szczególnej różnicy, a kolejni premierzy, tytularni i nie, ulepieni są z jednej gliny?

Frapujące.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj