„Ucho prezesa”: Łubu-dubu, łubu-dubu, czyli imieniny naczelnika
Na Nowogrodzkiej wielkie poruszenie i wielkie tłumy – cały naród (a raczej około 32 proc.) pragnie złożyć Prezesowi najserdeczniejsze życzenia. I dać mu pierogi.
„Ucho prezesa”
mat. pr.

„Ucho prezesa”

To ostatni odcinek pierwszego sezonu „Ucha…”, który można obejrzeć w serwisie YouTube – przed nami jeszcze dwa specjalne epizody, dostępne już na wyłączność w Showmax.pl. Można więc powiedzieć, że Robert Górski żegna się z bardzo szeroką, wielomilionową publicznością. Dlatego szkoda, że robi to odcinkiem mało ciekawym, choć najdłuższym z dotychczas udostępnionych.

Szkielet scenariusza był tu bardzo podobny do tego z odcinka poprzedniego, gdzie na Nowogrodzką zawitali liderzy opozycji, by próbować ugrać coś na współpracy z Prezesem, a przy okazji poskakać sobie do gardeł. W „Cały naród świętuje” obserwujemy więc prawdziwą procesję przez biuro szefa PiS: od prezesa TVP, przez rzeczniczkę klubu, kuzyna Prezesa, panią premier, po zadurzoną w nim posłankę Jolantę. Wpada nawet Rysiek, co to kiedyś w Samoobronie był, czego zresztą solenizant mu nie zapomniał. Jedni wchodzą, drudzy wychodzą, aż pani Basia musi numerki rozdzielać, każdy natomiast tylko na chwilę, bo za drzwiami naród cały czeka, by osobiście Prezesowi życzyć wszystkiego najlepszego. A przynajmniej przedstawiciele tych instytucji, których jeszcze nie opanował/zdemontował.

Ostatni odcinek „Ucha prezesa” niezbyt udany

Mimo że odcinek wyjątkowo trwał aż blisko dwadzieścia minut, pośpiech w „przerobie” kolejnych postaci był aż nadto widoczny – każdy może z minutę w blasku Prezesa się pogrzał, a zaraz zastępował go ktoś kolejny, i tak w kółko. Bywały i nowe twarze, jak Ryszard Czarnecki, trudno jednak znaleźć uzasadnienie dla powtórnego pokazania nam Jarosława Boberka w roli kuzyna Prezesa. Bohater ten do serialu wnosi niewiele, w tym odcinku w zasadzie powtarza to, co robił przy debiucie jakiś czas temu.

Czternasty epizod Górskiemu i spółce się więc nie udał, bo zamiast na treść postawili na ilość. Czy zobaczyliśmy tu coś wartego zapamiętania? W zasadzie błysnął tylko Paweł Koślik jako prezydent Artu… Andrzej Duda, który jak zwykle dostał ledwie kilkadziesiąt sekund czasu ekranowego, a który jak zwykle zdołał zrobić świetne wrażenie.

W ogóle wątek prezydenta, wiecznie siedzącego w poczekalni Prezesa, jest najciekawszym w całym serialu. Koślik świetnie oddaje tragizm i komizm tej postaci, właśnie w jakiś sposób wyciska z tych króciutkich ekranowych chwil, które dostaje, absolutne maksimum, nierzadko przebijając i Górskiego w roli prezesa.

Finał odcinka „Cały naród świętuje” zapowiada natomiast w wątku prezydenta i prezesa pewien przełom…

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj