Kawiarnia literacka
Sprzedawcy barw
Dla sprzedawców flag ważne jest więc, żeby ludzie jak najczęściej i jak najliczniej demonstrowali.

Rok temu zacząłem chodzić na różne demonstracje – Trybunał Konstytucyjny, Puszcza Białowieska, Unia Europejska. Wcześniej demonstrowałem chyba tylko raz. W 2002 r., kiedy mieszkałem jeszcze we Francji i do drugiej tury wyborów prezydenckich przeszedł kandydat skrajnoprawicowego Frontu Narodowego, ojciec Marine Le Pen, Jean-Marie. W Paryżu był taki tłum, że zgubiłem moją narzeczoną. Telefony nie działały, bo sieć była przeciążona. Z trudem przecisnąłem się do metra. Ale parę tygodni później Jacques Chirac pokonał Le Pena.

Dlatego pomyślałem, że teraz też warto chodzić. Skoro wtedy zadziałało. Tylko ciężko mi się wpasować. Nie umiem skandować, nie śpiewam i nie wywijam żadnym sztandarem. Nie czuję patriotycznego uniesienia i właściwie nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić (oprócz chodzenia w rytmie tłumu).

Moje dzieci zupełnie mnie nie rozumieją. Nie mają najmniejszych oporów, lubią manifestacje i błyskawicznie wczuwają się w ich atmosferę.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną