Reżyser Cristi Puiu o swoich filmowych projektach
Przeszłość zmienia się szybciej
Rozmowa z Cristi Puiu, rumuńskim reżyserem filmowym, autorem dramatu „Sieranevada”, o teoriach spiskowych, manipulacji i strachu.
Cristi Puiu
materiały prasowe

Cristi Puiu

Janusz Wróblewski: – Ceremonie i sytuacje z życia codziennego wypełniają znaczną część fabuł pana filmów. Studiowanie ich pomaga zrozumieć rzeczywistość?
Cristi Puiu: – Trudno sobie wyobrazić dzień bez jakiegoś rytmu. A co dopiero ludzkie życie bez rytuałów. Chociaż nie uważam się za człowieka zdyscyplinowanego, w wielu sytuacjach postępuję według programu, który powtarzają też inni. Przykładowo jako student malarstwa zdawałem egzaminy, malowałem obrazy, marzyłem o nagrodach. Zakochani łączą się w pary, biorą ślub i wychowują dzieci. Przygodę z chrześcijaństwem rozpoczyna się od aktu chrztu, ostatnim etapem jest namaszczenie. Każda kultura ma swoje sakramenty, które wprowadzają porządek i narzucają sensy. Czy to wyczerpuje obraz świata? Rzeczywistość to wielogłowy potwór. Żeby ją zdefiniować, trzeba zanurzyć się głębiej.

W „Sieranevadzie” takim rytuałem mającym cementować więzi rodzinne jest prawosławna stypa, upamiętniająca zmarłego 40 dni po jego śmierci.
Zwyczaj ten wyraża wiarę w zmartwychwstanie. Wiemy, że po otwarciu Grobu Pańskiego nie odnaleziono ciała. Tylko szaty Jezusa. Na pamiątkę tego zdarzenia w rumuńskiej tradycji 40 dni po pogrzebie niektóre rodziny układają ubranie w kształcie nieżyjącej osoby, święcą je, a potem przekazują krewnym. To symbolizuje ciągłość życia. Rytuał powtarzany jest jeszcze dwukrotnie: rok i siedem lat po pochówku.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną